16 marca 2026,  13:48

Czy świat stoi u progu nowego globalnego kryzysu?

Rynki na krawędzi

Weekend był bardzo, bardzo ciężki. Analizowałem informacje, rozwój sytuacji i muszę Państwu powiedzieć, że im więcej wiedzy nabywam, tym częściej zastanawiam się, czy w ogóle dzielić się z Państwem tą wiedzą, bo czasami lepiej żyć nieświadomie, tak jak żyliśmy w bańce Unii Europejskiej, zajmowaliśmy się Zielonym Ładem i paradami równości. Może to było przyjemniejsze niż zderzenie z rzeczywistością. A dziś właśnie mamy takie zderzenie z rzeczywistością. Istniało bardzo duże ryzyko, iż gdyby w weekend pojawiły się jeszcze jakieś dodatkowe negatywne informacje z Iranu, to po prostu mielibyśmy powtórkę z rozrywki z ostatniego poniedziałku, czyli falę paniki – a gdzie my właściwie jesteśmy?

Technicznie jesteśmy tuż przed krawędzią. Na wszystkich kluczowych wskaźnikach: jeżeli obligacje amerykańskie dojdą do 5% i przebiją 5%, mamy problem. Jeżeli indeks S&P 500 zejdzie wyraźniej w dół, wywoła to panikę – mamy problem. Jeżeli cena ropy trwale wybije powyżej 100 dolarów i dojdzie w okolice 110–120 dolarów, również mamy problem. W słowie „problem” mieszczą się dla mnie: panika, kryzys, krach.

Ormuz i gra o petrodolara

Zastanawiałem się nad tym, dlaczego w ogóle do tego doszło. Dlaczego doszło do tej wojny. Czy Donaldem Trumpem rządził Deep State, czy to był interes Izraela i oni zmusili go do tego? Czy wynika to też z afery Epsteina, czy mają jakieś papiery na niego, nagrania – nie wiem. Faktem jest natomiast, że to błąd strategiczny. Jedną z możliwych przyczyn tego ataku może być to, że ostatnio opublikowano bardzo słabe dane ze Stanów: coś w gospodarce zaczyna się psuć, wzrost przyhamowuje, rośnie bezrobocie, pojawia się problem ze spłatami kredytów przez osoby fizyczne, BlackRock wprowadził limity wypłat z funduszy – coś się zaczyna dziać, a Trump o tym wiedział. Znał te dane o PKB, znał te liczby już w styczniu, choć oficjalnie zostały ujawnione dopiero teraz.

W związku z tym mógł uznać, że skoro projekt „Make America Great Again” nie wychodzi tak, jak planował, to warto zaatakować Iran i przerodzić to w wojnę. Problem polega na tym, że w takiej sytuacji zaczyna się palenie mostów. I z jednej strony uważam, patrząc na to wszystko, że Iran prowadzi w tych warunkach bardzo mądrą, wyważoną politykę.

Jestem pod wrażeniem ich strategii. Dlaczego? Zwróćcie Państwo uwagę: blokują cieśninę Ormuz, doprowadzają do paraliżu na rynkach ropy, co uruchamia globalny kryzys. Iran to nie jest żaden „pikuś”. To nie Wenezuela, to nie jakiś Meksyk, to nie jacyś baronowie narkotykowi. To jest państwo silnie zmilitaryzowane, z dużą produkcją broni, z ogromnym poziomem determinacji. Jedyny scenariusz, który naprawdę miałby sens z punktu widzenia Waszyngtonu, to taki, w którym reżim upadłby „książkowo” w jeden weekend. Wtedy można by mówić o sukcesie. Tak się jednak nie stało – reżim trzyma się mocno. Wiem natomiast, że sami Irańczycy też są przerażeni i widać, że teraz raczej wyczekują, bo ograniczyli również własne ataki.

Mimo że wciąż mają do dyspozycji swoje rakiety, ich odpowiedzi zostały ograniczone – skala jest mniejsza. Trump ogłasza: „zniszczyłem wszystko”, ale to po prostu nie jest prawda. Iran nadal blokuje Ormuz, wciąż ma rakiety i to jeszcze te swoje najlepsze systemy, których, powiedziałbym, nawet nie użył w pełni. Jeżeli Amerykanie spróbują przeprowadzić desant na cieśninę Ormuz, a wygląda na to, że Irańczycy częściowo się wycofali, jakby zapraszając ich do wejścia i czekając na nich, to w momencie lądowania może dojść do rzezi wśród Amerykanów.

Druga kwestia: Irańczycy mówią – dobrze, zgadzamy się na rozejm, ale Izrael musi nam wypłacić reparacje wojenne, bo z punktu widzenia prawa międzynarodowego doszło do aktu agresji. Czyli: należy nam się zwrot za wszystko, co zostało zniszczone. Dodatkowo Amerykanie muszą całkowicie wycofać swoją obecność wojskową z krajów arabskich.

To jest dla Stanów kompletnie nie do przyjęcia. Mamy więc klasyczny pat. A czas cały czas płynie – każdy dzień się liczy. Oczywiście, skutki próbuje się łagodzić: tydzień temu w poniedziałek mieliśmy falę paniki, więc wrzucono na rynek hasło, że natychmiast uwalnia się rezerwy ropy. Mimo to ceny nadal pną się w górę. Japończycy powiedzieli teraz w weekend, że przerzucają swoje ryzyka na Europę, bo Japonia jest bardzo uzależniona od dostaw. Trump wezwał kraje NATO i inne mocarstwa, by broniły swoich interesów w cieśninie Ormuz, ale Japonia wraz z Australią już odpowiedziały „nie”. Wygląda więc na to, że Japonia nie ma najmniejszej ochoty wikłać się w konflikt z Iranem. Iran z kolei bardzo sprytnie zapowiedział: „Będziemy przepuszczać statki, ale tylko te, które będą się rozliczać w chińskim juanie”.

To jest wprost komunikat: odchodźcie od petrodolara.

Jeżeli świat rzeczywiście odejdzie od petrodolara, Stany Zjednoczone staną przed ogromnym kryzysem, bo wtedy nie będą już mogły finansować się tak tanim pieniądzem, nie będą mogły w tak prosty sposób obsługiwać swoich kredytów. To kolejny poważny problem. W efekcie toczy się dziś wielka gra największych mocarstw o globalny układ sił.

Unia, Zielony Ład i zbrojenia

Ukraina zeszła w tej układance praktycznie na drugi, jeśli nie trzeci plan, a Trump sprawia wrażenie, jakby nie był już tym tematem szczególnie zainteresowany. W mojej ocenie Zełenski powinien jak najszybciej szukać drogi do pokoju. Tymczasem u nas, w Unii Europejskiej, mamy – pozwolę sobie tak to ująć – „idiotów” u steru. I podkreślam, proszę Państwa, że nie krytykuję Unii jako takiej dlatego, że jestem „przeciw Unii” – żeby to było jasne. Jak rozmawiałem ostatnio z marszałkiem Bosakiem, zwracaliśmy uwagę na to, że każdemu, kto w ogóle podejmuje temat reform w Unii, natychmiast przypina się łatkę, że skoro chcesz rozmawiać o zmianach, to znaczy, że jesteś przeciw i jeszcze „ruska onuca”. To jest kompletny absurd.

Znam to z historii, bo historię lubię i sporo czytam. Po wojnie o żołnierzach Armii Krajowej mówiono, że są agentami gestapo, „zaplutymi karłami reakcji”, że współpracowali z gestapo – mimo że każde dziecko w szkole wiedziało, iż to byli najwięksi wrogowie gestapo. Natomiast ci, którzy ich tak oczerniali, byli rosyjską agenturą. Dziś mechanizm bywa podobny: kiedy ktoś kogoś oskarża, nie zawsze wiadomo, kto tak naprawdę jest kim. Jesteśmy przesiąknięci agenturą w strukturach państwowych i w gospodarce, i trzeba się z tego systematycznie oczyszczać. Dlatego konieczne jest wzmacnianie naszych służb wywiadowczych. Przechodząc jednak do sedna sprawy, do Unii. Unia popełniła ogromny błąd – to właśnie socjaliści z Unii Europejskiej wprowadzili nas w obecny kryzys.

Mowa o Zielonym Ładzie. Zaniechano inwestycji w przemysł, zaniedbano nowe inwestycje w gaz i ropę. Odeszliśmy od tego kierunku i dziś widzimy skutki: znaleźliśmy się w czarnej dziurze i jeżeli sytuacja będzie się przeciągała, w pewnym momencie będziemy musieli wrócić do Rosji po surowce, bo inaczej ich po prostu nie będzie. Jeżeli konflikt się przedłuży, czeka nas poważny kryzys. Polska jest importerem surowców. Cena gazu i cena ropy bezpośrednio wpływa na naszą konkurencyjność, podobnie jak cena energii. Musimy w trybie pilnym wyjść z ETS-u, zatrzymać Zielony Ład. Trzeba odciąć się od tego „komunistycznego” myślenia, przestać zajmować się pierdołami w rodzaju parad równości i skupić się na gospodarce oraz demografii, bo to są nasze kluczowe problemy.

Jeśli mówimy o zbrojeniach, to nie da się tego oddzielić od demografii. Nie chciałem wracać do całej sprawy z tą pożyczką SAFE, bo szkoda na to czasu. Natomiast sens jest taki: generał Komornicki słusznie zauważył ostatnio, że trzeba dokładnie wiedzieć, jaki sprzęt zamawiamy, biorąc pod uwagę liczbę ludzi. Po co nam tysiące czołgów, skoro na jeden czołg przypada „czterech pancernych i pies”, a w samolocie F‑35 jest jeden pilot? Kto to wszystko ma obsługiwać, skoro mamy realny problem demograficzny? Wiemy też, że pewna grupa wyborców, głosująca na konkretne partie polityczne, nie będzie bronić Polski, tylko będzie uciekać do Hiszpanii. Kiedyś uciekaliby do Dubaju, teraz ten kierunek się zamyka, ale plecaki i walizki nadal będą pakowane.

Dlatego trzeba jasno odpowiedzieć na pytanie, kto ma bronić tego kraju. Jeżeli poważnie rozmawiamy o zbrojeniach, to równie poważnie trzeba rozmawiać o poborze do wojska – i to jest kolejny, niewygodny temat. W efekcie Unia musi zmienić dotychczasowy kurs. Jesteśmy w bardzo trudnym położeniu i obawiam się, że jeżeli dojdzie do dalszej eskalacji konfliktu, a Trump brnie w ślepą uliczkę, to jedynym racjonalnym rozwiązaniem jest to, o czym mówił jego doradca: „trzeba ogłosić sukces i się wycofać”.

Deeskalacja i scenariusz „game over”

Moim zdaniem dokładnie to powinni zrobić: ogłosić sukces, wycofać się i próbować w ten sposób uratować cały system. Bo jeśli tego nie zrobią, nasz obecny system finansowy znajdzie się w naprawdę poważnych tarapatach. Eskalowanie konfliktu jest ogromnym ryzykiem i boję się tylko jednego – że komuś, czy to po stronie Izraela, czy po stronie amerykańskiej, przyjdzie do głowy pomysł użycia broni jądrowej. Wtedy mielibyśmy do czynienia z katastrofą totalną. Dlatego ten konflikt trzeba „na chama” deeskalować i tyle.

Trzeba też sobie jasno powiedzieć: Iranu się nie zdobędzie. Po prostu się nie da. Trzeba to raz na zawsze zrozumieć. Swoją drogą krążą różne plotki na temat Bibiego: czy on żyje, czy nie. W weekend pokazano jakieś nagranie, na którym siedzi w kawiarni i pije kawę, ale ktoś policzył mu na kadrze sześć palców zamiast pięciu i uznano, że to może być wytwór AI. Nie wiem, jaka jest prawda – fakt jest taki, że publicznie go praktycznie nie ma.

Chcę zwrócić uwagę jeszcze na jeden element. Pojawiały się informacje, że Amerykanie i Izrael zbombardowali w Iranie instalacje do odsalania i uzdatniania wody, bo – jak wiemy – na Bliskim Wschodzie wiele krajów funkcjonuje dzięki odsalaniu wody morskiej. Tam są ogromne niedobory wody pitnej. Gdyby nie odsalanie, wiele miejsc w ogóle nie nadawałoby się do życia. Zniszczono tam pewien procent tej infrastruktury – może jeszcze nie na tyle, by wszystko załamać, ale sam fakt, że uderza się w taki cel, jest bardzo niepokojący. Straszy się również scenariuszem, w którym Iran mógłby zaatakować podobną infrastrukturę – szacuje się, że jest około 400 tego typu instalacji: stacji uzdatniania i odsalania wody od Kuwejtu, przez Katar, aż po Dubaj. Gdyby Iran zdecydował się uderzyć w te cele, mielibyśmy faktyczny „game over”: miasta stałyby się wymarłe. Ostatnio jednak czytałem, że Iran nie zamierza tego robić, bo obowiązuje tam fatwa – zasada moralna, która nie pozwala im uderzać w infrastrukturę wody pitnej.

Z drugiej strony, jeżeli Trump – w sytuacji bezradności – zdecyduje się zbombardować wyspę Chark, to ryzyko kolejnej eskalacji ogromnie rośnie. Ta wyspa już była celem ataków, ale uderzano dotąd głównie w elementy militarne, pozostawiając infrastrukturę przesyłową. Chark to w praktyce wielka przepompownia ropy. Jeżeli tym razem atak pójdzie w tę infrastrukturę, Iran odpowie uderzeniem w instalacje naftowe na całym Bliskim Wschodzie. To z kolei oznaczałoby globalny kryzys na wiele, wiele lat.

Polska: co powinniśmy zrobić?

Pozostaje więc pytanie, jak zachowają się Rosja i Chiny. Moja duża nadzieja jest taka, że po pierwsze – Trump jednak się wycofa, po drugie – Rezerwa Federalna spróbuje ratować sytuację, tak jak robiła to w przeszłości, a po trzecie – że na spotkaniu Trumpa z przywódcą Chin uda się osiągnąć jakieś porozumienie. Tu naprawdę muszą się dogadać wielkie mocarstwa. Podoba mi się zresztą postawa Chin: twierdzą, że mocarstwa powinny rozmawiać, ograniczyli inwestycje w zbrojenia, stawiają na nowoczesne technologie i tym chcą wygrać wielką geopolityczną grę.

No i zostaje jeszcze Rosja. Ukraina, jak już mówiłem, zeszła na dalszy plan. Zobaczymy, co się wydarzy – w mojej ocenie coś dużego wisi w powietrzu. Miejmy tylko nadzieję, że nie dojdzie do krachu i że nie dojdzie do eskalacji. Eskalacja konfliktu byłaby globalnym błędem. To sojusz Izraela i Amerykanów działa dziś na szkodę całego świata. Miejmy nadzieję, że ten scenariusz się nie spełni, bo będziemy mieli bardzo poważne problemy także w Polsce.

Uważam, że polski rząd powinien przede wszystkim bardzo szybko podjąć działania na rzecz wyjścia z ETS-u, czyli ograniczenia kosztów emisji – musimy jak najszybciej obniżyć ceny energii. Powinien zadziałać podobnie jak poprzednicy – problemem jest tylko to, że dziś tych poprzedników ściga się za to w prokuraturze. Chodzi o to, by ograniczyć marże. O ile dobrze pamiętam, w Orlenie mamy trzy marże: rafineryjną, hurtową i detaliczną. Wystarczyłoby ściąć jedną z nich, tak jak zrobił to prezes Obajtek, i w ten sposób stabilizować ceny paliw w Polsce. W przeciwnym razie dojdzie do szoku inflacyjnego i poważnych problemów gospodarczych, na co dziś po prostu nas nie stać.

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *