12 stycznia 2026,  14:50

Jak zmieni się świat w 2026? Mercosur, USA, Meksyk, Iran i Grenlandia – Wielka geopolityczna…

Rok 2026 może zmienić równowagę sił na świecie. Mercosur wchodzi w życie – co to naprawdę oznacza dla Polski i całej UE? Czy Niemcy uratują swój przemysł kosztem rolników? Jak wpłynie na nas umowa UE z Indiami, a jakie konsekwencje przyniosą napięcia w Iranie i Meksyku oraz strategiczna gra o Grenlandię? Czy Europa przetrwa te wyzwania, czy czeka ją nowa geopolityczna układanka, która odwróci dotychczasowe porządki?

Mercosur a pozycja Niemiec

Podpisanie Mercosuru świadczy o silnej pozycji Niemiec w Europie, o wielkiej klęsce Francji, ale także o klęsce Polski i w ogóle krajów rolniczych. Dlaczego tak się stało i co się dzieje? Proszę Państwa, jest bardzo ciekawy artykuł znanego analityka Gerry’ego Nolana, zwieńczony stwierdzeniem iż „Merz i jego eurokraci kurczowo trzymają się wojny z Rosją, ponieważ pokój przyniósłby ich rozliczenie”.

Coś w tym jest, dlatego że zwróćcie Państwo uwagę, ile ten konflikt rosyjsko-ukraiński – a szerzej: konflikt rosyjsko-amerykański czy rosyjsko-natowski – przyniósł skutków. Przed wojną, jeżeli badamy niemiecką gospodarkę – podobnie działo się z polską gospodarką – cena rosyjskiego gazu rurociągowego wynosiła około 15–25 euro za megawatogodzinę, a cena energii elektrycznej 30–35 euro za megawatogodzinę.

W sytuacji wojny, odcięcia Nord Stream 2 i zmiany polityki niemieckiej pod hasłem ekologii i Zielonego Ładu gaz stał się „zły”, a Niemcy postawili na energię niekonwencjonalną – wiatraki i panele słoneczne. Niemcy myśleli, że podbiją przemysł tym słynnym Siemensem, jego zamówieniami na turbiny i wiatraki, że będą produkować sprzęt, pompy ciepła – wszystkie przecież niemieckie – i że to będzie ich przewaga. Ale do czego to doprowadziło?

Doprowadziło do gwałtownego wzrostu cen. Gaz kosztował 300 euro za megawatogodzinę w 2022 roku, czyli 12–20 razy więcej niż wcześniej w momencie sztucznie wywołanego kryzysu. Energia elektryczna średnio 235 euro za megawatogodzinę, a w ciągu dnia skoki przekraczały 400 euro. Mimo pewnych dopłat awaryjnych i sztucznych zabiegów księgowych, ceny utrzymują się na poziomie 100–130 euro za megawatogodzinę – około 3–4 razy więcej niż przed wprowadzeniem tej specjalnej operacji wojskowej.

Jak to argumentuje Gerry Nolan? Mówi, że wmówiono społeczeństwu, iż niemieckie gospodarstwa domowe i przemysł cywilny muszą ponieść koszty pomocy dla Ukrainy. Podobnie było w Polsce. W Niemczech nastąpiła likwidacja przemysłu cywilnego, zwłaszcza chemicznego – straty były ogromne. Produkcja przemysłowa spadła o 20%, dostawcy samochodów redukowali zatrudnienie w tempie dwucyfrowym, firmy przenosiły działalność za granicę, a Niemcy stracili wpływy na rynku chińskim. Produkcja Porsche w Chinach spadła o 25–30%, zatrudnienie zmniejszyło się o 10%.

To również wpłynęło na Polskę, ponieważ Niemcy kreowali naszą gospodarkę jako pomocniczą. Jeżeli przemysł cywilny samochodowy w Niemczech upadł – bo tak to trzeba nazwać – Niemcy wpadli na pomysł zastąpienia go przemysłem militarnym. Taki „nic nieznaczący” Rheinmetall dwukrotnie wzrósł na giełdzie i zdobył zamówienia.

Trzeba zwrócić uwagę, że w Niemczech realizowane są największe w historii zamówienia na przemysł obronny: 62 miliardy euro, 209 dużych zamówień na pojazdy, pociski, rakiety, satelity. Teraz Niemcy zastąpili przemysł cywilny militarnym, a my nie liczymy się w tej grze.

I teraz dochodzimy do Mercosuru. Kolejna wielka przegrana prezydenta Francji Macrona. O nas już nie wspominam – nie byliśmy w stanie stworzyć koalicji i tego zablokować. Mamy duży potencjał rolny, a teraz wszystko stoi w obliczu wielkiego kryzysu.

Zwróćcie Państwo uwagę na dwie kwestie. Dlaczego akurat kraje Ameryki Południowej? Dlaczego Argentyna? Tam przebywa powojenna emigracja związana z aparatem opresji – SS-mani i ich potomkowie, którzy uciekli z Europy, obawiając się aresztowania lub kary śmierci. Ci potomkowie dogadali się z tymi, którzy zostali w kraju.

Proszę zwrócić uwagę, jaka to obłuda: przez lata wymawiano rolnikom w Europie – polskim i francuskim – że idziemy ekologicznie. Namawiano ich lub zmuszano do zmniejszenia produkcji chemicznej, do produkcji zdrowej żywności, do stosowania mniejszych ilości pestycydów i nawozów, do produkcji bardziej ekologicznej i droższej. Rolnicy zaciągali kredyty i zobowiązania, zaczęli to robić.

A teraz okazuje się, że wszystkich to mało obchodzi, bo jest interes. Jaki? Niemcy planują ratować swój przemysł cywilny, eksportując samochody i produkcję przemysłową, podczas gdy produkty rolne z Mercosuru będą sprowadzane do Europy, bez względu na ekologię. Nie przeszkadza nikomu, że żywność może być nawożona nawozami rosyjskimi, że będzie zawierać większe ilości pestycydów. Nie przeszkadza nikomu w wycinaniu lasów tropikalnych. Nie przeszkadza nikomu, że Europejczycy będą jeść produkty niższej jakości.

To wszystko jest przemilczane w imię interesów niemieckiego przemysłu. Jest to wielka klęska Francji i Macrona – ale także naszej strony. Widzę to tak: gdy polscy rolnicy zaczną upadać, kolejny etap to przejmowanie ich ziemi przez wielkie korporacje i kapitał, tzw. „smart money”. Świat niestety idzie w kierunku pozbawiania własności.

Proszę zwrócić uwagę, zaczęliśmy mieć wszystko na abonament. Wmawia nam się, żebyśmy nie kupowali czegoś na własność – lepiej wynajmować, lepiej wypożyczać. Od środków trwałych, od nieruchomości, po środki ruchome, samochody i różnego rodzaju sprzęt. Abonamentujemy wszystko. I to jest, moim zdaniem, drugi etap zmian strukturalnych – po to, żeby nie było drobnej produkcji, żeby nie było gospodarstw rodzinnych. To też jest walka ideologiczna i do tego dojdzie. Ale jaki to będzie miało skutek dla Unii Europejskiej? Bo czy poza tym, że oni chcą ratować przemysł niemiecki – to czy nie doprowadzi to do tego, że będzie to także koniec Unii?

Czy jednak to ma scalić Unię? Bo mówi się, że tak, że jest to centralizacja Unii. A czy ta centralizacja nie doprowadzi potem do rozpadu? Bo będą coraz większe napięcia, coraz większe różnice, coraz większe gry interesów. Czy to jest dobre?

I druga rzecz, której w Polsce się nie analizuje: umowa, która będzie niedługo podpisana z Indiami o wolnym handlu. Jaki ona będzie miała wpływ na Europę?

Napięcia w Iranie

Cieszę się, że w poniedziałek obudziliśmy się bez wojny, bo zazwyczaj coś się dzieje w weekendy, z piątku na sobotę lub z soboty na niedzielę. Napięcie w Iranie jest spore i widzę tam duży wpływ służb – Mosadu i, moim zdaniem, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, choć głównie Mosadu – na destabilizację Iranu.

Mówi się, że zdjęcia i filmy pokazujące protesty w Iranie są manipulowane przez sztuczną inteligencję lub pochodzą ze starych lat. Musi istnieć jakiś pretekst do ataku. Przypomnijmy: Iran jest producentem ropy, ale sytuacja różni się od Wenezueli, bo tam jest także broń nuklearna. To już nie są żarty.

I tego się obawiam – idzie wielka gra interesów mocarstw. To, co mamy teraz w geopolityce, czyli to, co nastąpiło po ataku Rosji na Ukrainę, teraz potęguje się w trybie przyspieszonym. Oczywiście z jednej strony zrozumiały jest interes Amerykanów – bo tak jak mówiłem wcześniej, Trump przegrał z Chińczykami rozgrywkę, która trwała do końca roku.

Teraz próbuje postawić Chińczyków w innej pozycji, stąd próby przejęcia wpływu na produkcję ropy w Wenezueli i Iranie, ponieważ Chińczycy importują większość ropy właśnie z tych dwóch krajów. No i wpływy na konflikt rosyjsko-ukraiński. Widać wyraźnie, że Ameryka chce zakończenia tego konfliktu, natomiast Europa nie.

Dlaczego Niemcy chcą wojny?

Gerry Nolan pisze: Niemcy nie chcą zakończenia konfliktu, bo wtedy nastąpiłoby rozliczanie – nie z Rosji, lecz rozliczanie na ulicach niemieckich. Niemcy zaczęliby pytać: w czyim imieniu to straciliśmy? W czyim imieniu upadł nasz przemysł? Dlaczego przestaliśmy być zamożni? Dlaczego nastąpiło zubożenie? Kto wykonywał rozkazy i kto je wydawał?

Niemiecka produkcja zbrojeniowa teraz się przestawiła i może nie będą chcieli z tego zrezygnować, bo gdyby pokój nastąpił, nie byłoby już potrzeb takich zbrojeń. I to jest problem, w którym my, w tej geopolityce, się znajdujemy – największy znak zapytania na ten rok. Bo jeżeli sytuacja geopolityczna się nie ustabilizuje, to szansa na spokojny rok będzie niewielka.

Oczywiście złoto i srebro idą do góry, bo sytuacja geopolityczna jest trudna i są to aktywa bezpieczne. Ale jeśli zapowiadane są dalsze wzrosty srebra, przy obecnych poziomach obawiam się o utrzymanie tej tendencji, bo może dojść do sytuacji, w której przestanie się handlować srebrem – dealerzy mogą nie mieć go na stanie. Póki co mimo wysokich cen rynek nadal przynosi wzrosty.

Inflacja i gospodarka w Polsce

Natomiast w Polsce w 2026 roku zaczyna się ujarzmianie inflacji. Inflacja planowana jest na poziomie CPI 2,9, potem 3,1. Podobne prognozy mają NBP, OCD i Komisja Europejska. Cel inflacyjny NBP wynosi 2,5%, z możliwym odchyleniem ±1%. To daje możliwość obniżek stóp procentowych i pobudzania gospodarki. Analitycy zachodni mówią, że to dobry czas dla polskiej giełdy – emergingi będą rosły szybciej niż w Stanach Zjednoczonych.

Martwi mnie natomiast deficyt i polityka fiskalna rządu. Nie mówi się dlaczego tak wzrosło zadłużenie w ciągu ostatnich dwóch lat. W sytuacji, gdy nie pobudzamy gospodarki tymi pieniędzmi, gdzie one idą? Mówi się, że wspomagamy Ukrainę i inne państwa – ale to nie może trwać długo.

Niepokoi mnie, że nie ustabilizowaliśmy deficytu finansów publicznych i nie pobudzamy inwestycji strukturalnych, których potrzebujemy – transport, energetyka. Energia to „kolejne złoto”: zapotrzebowanie rośnie kolosalnie wraz z rozwojem AI i mocy obliczeniowych. Jeśli chcemy liczyć się w świecie, musimy rozwijać energetykę i budować atom.

Rynek walutowy

W ten weekend eurodolar osłabił się znacząco, co oznacza kolejne umocnienie polskiego złotego. Na ile ten ruch będzie trwały, zależy od decyzji geopolitycznych, które zmieniają się praktycznie z godziny na godzinę. Jeżeli nie pojawią się nowe tematy geopolityczne, będziemy analizować waluty.

Meksyk i Grenlandia

Ostatnio Donald Trump stwierdził, że najprawdopodobniej będzie interweniował w Meksyku, bo 97% narkotyków przechodzi z Meksyku do Stanów Zjednoczonych. W Meksyku rządzą kartele – Trump chce je zlikwidować. W grze pozostaje też Grenlandia – będą spotkania decydentów amerykańskich z Duńczykami, oczywiście w ramach NATO. Chciałbym, żeby nie było wewnętrznych konfliktów, a kwestia Grenlandii zostanie rozstrzygnięta w najbliższych dniach: czy będzie mocne napięcie, czy kraje się porozumieją co do baz wojskowych i własności Grenlandii.

Trump twierdzi, że Grenlandia powinna należeć do Stanów Zjednoczonych, bo inaczej przejmą ją Rosja lub Chiny. Historycznie Grenlandia jest duńska, ale historia nie jest „mlekiem i miodem płynąca”. Duńczycy popełnili wiele złych czynów na Grenlandii – np. przeprowadzili nieświadomą sterylizację kobiet miejscowych, za którą przepraszali i wypłacają odszkodowania. Większość kobiet poddano obowiązkowej sterylizacji, aby ograniczyć naturalny rozwój miejscowej ludności.

Także historia jest skomplikowana, a pytanie brzmi: czego chcą sami Grenlandczycy?

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *