Czy Twoja firma transportowa zarabiałaby więcej, gdybyś tylko zmienił sposób wymiany walut? W zdecydowanej większości przypadków odpowiedź brzmi: tak. Nie dlatego, że kurs „poszedł w złą stronę”, ale dlatego, że wymiana walut w TSL bardzo często odbywa się automatycznie, bez kontroli kosztów i bez refleksji, że kurs to faktyczny koszt operacyjny – taki sam jak paliwo czy opłaty drogowe.
Marża w TSL nie wybacza błędów walutowych
W branży transportowej i spedycyjnej rzeczywista marża netto często mieści się w przedziale 2 – 5%. To oznacza, że różnica kilku groszy na kursie euro może decydować o tym, czy dany kontrakt faktycznie zarabia. Tymczasem większość firm zarabia w EUR, a znaczną część kosztów ponosi w PLN: wynagrodzenia, ZUS, podatki, administrację. Każde przewalutowanie staje się więc momentem, w którym marża jest „oddawana” – często zupełnie nieświadomie.
Sprawdź poniżej pięć najczęstszych błędów, które regularnie obniżają rentowność firm TSL.
Wymiana walut „z automatu” w jednym banku
To najczęstszy, a jednocześnie jeden z najbardziej kosztownych błędów popełnianych przez firmy z branży TSL. W praktyce wygląda to bardzo podobnie w większości organizacji: wpływ w euro pojawia się na rachunku bankowym, a następnie – bez jakiejkolwiek analizy – zlecane jest przewalutowanie po kursie zaproponowanym przez bank. Decyzja podejmowana jest rutynowo, często na podstawie wieloletniego przyzwyczajenia, a nie dokładnej oceny kosztów.
Problem polega na tym, że kurs bankowy zawiera ukrytą marżę instytucji finansowej. Nie jest ona wykazywana jako osobna prowizja – jest zaszyta w różnicy pomiędzy kursem kupna i sprzedaży, czyli w spreadzie. W efekcie firma widzi jedynie końcową kwotę w złotówkach, nie zdając sobie sprawy, ile środków zostało po drodze „oddanych” bankowi.
Automatyczna wymiana walut w jednym banku oznacza również brak jakiejkolwiek kontroli nad warunkami transakcji. Najczęściej wiąże się to z następującymi konsekwencjami:
- brak porównania kursów z innymi dostawcami wymiany walut,
- brak możliwości negocjacji spreadu, nawet przy regularnych i wysokich wolumenach,
- realizowanie transakcji po kursie obowiązującym w danym momencie, niezależnie od jego atrakcyjności,
- pełna zależność od tabeli kursowej banku i jego polityki cenowej.
Przy dużych wolumenach walutowych, typowych dla transportu międzynarodowego, takie podejście generuje straty liczone w tysiącach, a często w dziesiątkach tysięcy złotych rocznie. Co istotne, nie są to koszty wynikające z niekorzystnej sytuacji rynkowej czy złych decyzji handlowych, lecz wyłącznie z braku kontroli nad procesem wymiany walut. W wielu firmach te straty są akceptowane tylko dlatego, że „zawsze tak było” – a to jeden z najdroższych argumentów w finansach.
Brak porównania rzeczywistych kursów i spreadów
Wiele firm porównuje kursy wyłącznie na poziomie deklaratywnym: „bank A ma lepszy kurs niż bank B”. Tymczasem podstawowe znaczenie ma spread, czyli różnica między kursem kupna i sprzedaży, uwzględniająca wszystkie opłaty i moment realizacji transakcji.
Różnice między bankiem a wyspecjalizowanymi platformami wymiany walut potrafią sięgać kilku groszy na jednym euro. Przy miesięcznych obrotach rzędu 100 – 200 tys. EUR to koszt, który istotnie obniża wynik finansowy. Coraz więcej firm korzysta więc z kantorów online, takich jak Ekantor.pl, które oferują niższe spready i większą przejrzystość kosztów.
Rozdrabnianie transakcji walutowych
Wymiana waluty „po trochu”, kilka razy dziennie lub tygodniowo, to kolejny częsty błąd. Każda transakcja realizowana jest po aktualnym kursie, często bez możliwości negocjacji, a łączny koszt spreadu rośnie.
Konsolidacja wymiany – np. raz lub dwa razy w tygodniu – pozwala nie tylko lepiej kontrolować kurs, ale często uzyskać korzystniejsze warunki. W TSL, gdzie płatności są przewidywalne (leasingi, paliwo, opłaty drogowe), brak planowania walutowego to niepotrzebna strata.
Wymiana waluty w złym momencie operacyjnym
Transport działa 24/7. Banki – nie. W weekendy i święta kursy są zamrażane, a spready podnoszone „na wszelki wypadek”. Firmy, które muszą zapłacić natychmiast – za paliwo, autostrady czy awarię za granicą – często przewalutowują środki w najgorszym możliwym momencie.
Efekt to presja operacyjna i drogie, wymuszone decyzje finansowe. Brak środków na kartach paliwowych czy opóźnienia w opłatach drogowych potrafią wygenerować koszty znacznie wyższe niż sam spread, a wszystko zaczyna się od nieprzemyślanego zarządzania walutami.
Brak jakiejkolwiek polityki walutowej
W wielu firmach transportowych i spedycyjnych kwestie walutowe nie są objęte żadnymi formalnymi ani nawet nieformalnymi zasadami. Nie ma jasno określonego momentu wymiany waluty, nie jest wskazana osoba odpowiedzialna za podejmowanie decyzji, a kryterium wyboru kursu sprowadza się najczęściej do „kursu z dnia”, zaproponowanego przez bank. Przewalutowanie odbywa się przypadkowo, reaktywnie i pod presją bieżących zobowiązań, a nie w ramach zaplanowanego procesu finansowego.
Takie podejście sprawia, że waluty są postrzegane wyłącznie jako techniczny element rozliczeń, a nie jako czynnik wpływający na płynność finansową i rentowność kontraktów. Tymczasem przy niskich marżach charakterystycznych dla branży TSL nawet niewielkie wahania kursowe lub niekorzystny spread mogą decydować o tym, czy zlecenie przynosi zysk, czy generuje stratę. Brak polityki walutowej oznacza również brak punktu odniesienia – firma nie wie, czy dany kurs był dobry, przeciętny czy po prostu drogi.
Należy podkreślić, że wdrożenie podstawowej polityki walutowej nie wymaga stosowania skomplikowanych instrumentów finansowych, takich jak hedging czy kontrakty terminowe, które wielu przedsiębiorcom kojarzą się z wysokim ryzykiem i nadmierną złożonością. W większości przypadków wystarczy wprowadzenie kilku prostych zasad porządkujących proces wymiany walut. Należą do nich m.in.:
- rozdzielenie rachunków walutowych i złotowych,
- wymiana środków wyłącznie wtedy, gdy są one faktycznie potrzebne do regulowania zobowiązań w PLN,
- planowanie potrzeb walutowych z wyprzedzeniem, np. pod kątem rat leasingowych, podatków czy wynagrodzeń.
Ważna jest również zmiana sposobu myślenia o kursie walutowym. Nie powinien on być traktowany jako „neutralny” parametr narzucony przez bank, lecz jako koszt operacyjny, który podlega kontroli i optymalizacji.
Co można poprawić bez rewolucji i ryzyka?
Optymalizacja wymiany walut to jeden z nielicznych obszarów, w którym firmy TSL mogą poprawić wynik finansowy niemal natychmiast. Bez zmiany kontraktów, bez inwestycji w flotę, bez wpływu na operacje. Często wystarczy zmienić miejsce i sposób wymiany walut, by odzyskać część marży, która do tej pory trafiała do banku.
W branży, która zmaga się z presją kosztową, zadłużeniem i spadającymi stawkami, każdy punkt procentowy ma znaczenie. Marża nie znika sama – znika w procesach, które przez lata nikt nie kwestionował. Świadome podejście do walut to dziś nie luksus, ale element przetrwania i stabilności finansowej w TSL.
Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.