Wielka euforia — ale co się właściwie zmieniło?
Mimo prima aprilis będziemy dzisiaj mówić na poważnie, a nie sposób znowu nie mówić o Iranie, bo to jest dziś główne wydarzenie na świecie, które absorbuje rynki. Rynek spadł w poniedziałek, ponieważ Trump ogłosił kolejne ultimatum: jeżeli Iran nie ustąpi, to będzie bombardował infrastrukturę — elektrownie, odsalarki wody — i po prostu ich zniszczy.
I to było rano. Ale już wieczorem Trump powiedział, że jest dobrze, wręcz bardzo dobrze, i że nawet myśli o tym, żeby tę wojnę skończyć bez odblokowywania Cieśniny Ormuz. Polecił też swoim sojusznikom — tym, którzy nie chcieli mu pomóc i nie udostępnili swoich baz ani przestrzeni powietrznej dla samolotów i wojska amerykańskiego — że jeżeli im zależy na tej ropie, to niech albo kupią ją od Amerykanów, bo oni mają jej mnóstwo, albo niech sami po prostu odblokują sobie Cieśninę Ormuz.
Kolejna informacja: prezydent Iranu w wywiadzie telewizyjnym powiedział, że Iran jest gotowy zakończyć wojnę i tej wojny nie chce — jeżeli Amerykanie udzielą mu gwarancji bezpieczeństwa. I nastąpiła wielka euforia: na rynku walutowym — euro-dolar, jen — oraz na giełdach: NASDAQ powyżej 3%, Japończycy powyżej 3%. Wielka, wielka euforia. A ja się zastanawiam: cóż się zmieniło? Bo tak naprawdę — nic się nie zmieniło. Cena ropy jest dalej powyżej 100 dolarów. To, że prezydent Iranu powiedział, że Iran nie chce wojny i jest gotowy ją zakończyć za gwarancję bezpieczeństwa — to przecież Iran tej wojny nie chciał od początku, bo Iran został napadnięty przez Izrael i Amerykanów, łamiących wszelkie prawo międzynarodowe. Taka jest prawda.
Iran nie chciał wojny od początku i od początku mówił, że chce pokoju, jeżeli będzie miał gwarancję bezpieczeństwa. A z punktu widzenia Donalda Trumpa — on już wiele razy tak mówił. Myślę, że powinien napisać książkę na temat swojego stylu negocjacyjnego. On idzie od Sasa do Lasa: rano mówi, że cię spali, ale już wieczorem mówi, że jest wspaniała rozmowa i że tak naprawdę jest optymistą i że naprawdę jest bardzo dobrze. Po czym znowu za trzy dni mówi, że będzie palił — ale potem znowu mówi, że jest bardzo dobrze i że widzi tu światełko w tunelu.
I tak reagują rynki.
Zmierzam do tego, że nie rozumiem tego optymizmu i nie wiem, na ile go wystarczy. Iran rzeczywiście chce gwarancji bezpieczeństwa. A co to znaczy? To znaczy, że te gwarancje powinny być takie, że Iran nie zostanie więcej zaatakowany.
Ale czy to znaczy, że Amerykanie wycofają wojska ze swoich baz na Bliskim Wschodzie — z Kuwejtu, Kataru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich? Czy to oznacza, że Netanyahu zrezygnuje z projektu Wielkiego Izraela? Czy to oznacza, że wycofają wojska z Libanu? Czy to oznacza, że Kushner zrezygnuje z całkowitej pacyfikacji Strefy Gazy, wyparcia Palestyńczyków i wybudowania tam luksusowych wieżowców z widokiem na Zatokę? Czy to oznacza koniec projektu Wielkiego Izraela? Bo tego, w mojej ocenie, oczekuje Iran.
I na ile tego optymizmu nam starczy? Bo wielkie euforie na giełdzie, wielkie euforie na rynku walutowym — a ropa stoi w miejscu. Czy to też oznacza, że następuje totalne przekierowanie? Ale co na to ekipa Trumpa? To może również oznaczać, że jeżeli będzie koniec kryzysu z Iranem, to w pakiecie może być koniec wojny na Ukrainie — bo dzisiaj o wojnie na Ukrainie w ogóle się już nie mówi, ona jest nieznaczna, a może to jest właśnie jej koniec. Przed nami wielka niewiadoma.
Dlatego, mimo że jestem z natury optymistą, uważam: zachowajcie Państwo ostrożność. Jeżeli zajmujecie pozycje inwestycyjne, weźcie pod uwagę, że to są tylko przebłyski. Tak naprawdę nie wiemy, jakie są szczegóły, bo przecież nie nastąpiło jeszcze bezpośrednie spotkanie stron — tylko wymieniają depesze przez pośredników. Nic zasadniczo się nie zmieniło, bo stanowisko Iranu było od początku takie same: nie chcemy tej wojny. Prawda jest taka, że Iran prowadził negocjacje z Amerykanami w dobrej wierze — przed inwazją, przed tym jak go napadli.
W związku z tym Iran nie chce wojny, ale Iran chce gwarancji. A ta gwarancja to wycofanie Amerykanów z Bliskiego Wschodu i koniec projektu Wielkiego Izraela na tym terenie. Czy oni są na to gotowi? Czy Trump negocjuje za plecami Netanjahu? Czy nie? To jest pytanie, na które musimy sobie odpowiedzieć.
Może być zatem lekki optymizm, ale uważajmy — bo nic jeszcze nie jest rozstrzygnięte. Są tylko zakusy dyplomatyczne i dobra wola, ale militarnie dalej nic się nie zmieniło. To, że przepłynęły trzy chińskie tankowce, to normalne — Iran powiedział, że będzie przepuszczał statki państw, które nie są dla niego wrogie, a Chiny wrogie nie są. Tak samo będzie przepuszczał statki indyjskie czy inne — tylko w uzgodnieniu z Teheranem. Nawet powiedział, że Japończyków przepuści, ale również w uzgodnieniu.
Pytanie, jak w ten proces włączy się europejska dyplomacja. Iran wzywa Europę do zaangażowania się w proces pokojowy. Przed nami wielkie zmiany. Mam nadzieję tylko, że za tymi wszystkimi opowieściami Amerykanów nie kryje się chęć kupienia czasu i zrobienia czegoś nieodwracalnego — bo bombardowanie elektrowni czy zniszczenie urządzeń do odsalania wody to już wielki kryzys humanitarny.
Gdyby Iran odpowiedział tym samym i zniszczył odsalarki wody w Emiratach, Kuwejcie czy Katarze — mamy wielki kryzys humanitarny, ludzi trzeba by ewakuować. I tak już w mojej ocenie takie kraje jak Dubaj są poważnie zagrożone: ich reputacja raju, boom nieruchomościowy — oni najbardziej na tym ucierpią. Ceny nieruchomości, chęć inwestycji, atrakcyjność tych miejsc — to wszystko stoi pod znakiem zapytania. A przecież lotnisko w Dubaju i w Katarze to były wielkie huby, przez które te kraje zarabiały potężne pieniądze.
Przedświątecznie chciałbym życzyć Państwu spokojnych, rodzinnych świąt, Wesołego Alleluja — i miejmy nadzieję, że wraz z tymi świętami będziemy mieli swego rodzaju zmartwychwstanie, czyli odnowienie stosunków międzynarodowych i obudzimy się w lepszym świecie. Uważam, że niezależnie od tego, co się wydarzy, do końca kwietnia ten temat powinien się zamknąć — ale co do tego czasu się narozrabia, to już inna sprawa.

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.