11 maja 2026,  13:31

Trump i Putin mówią o pokoju, UE potrzebuje strachu, a Wielka Brytania wybiera kurs narodowy

Koniec wojen i pożyczka SAFE

Po dniach zwycięstwa i po dniach Unii Europejskiej najważniejsze pytanie brzmi: co dalej z wojną? A właściwie – co dalej z wojnami.

Pojawił się pozytywny sygnał: w ostatnich godzinach Władimir Putin powiedział, że wojna na Ukrainie dobiega końca. W podobnym tonie, na swoich social mediach, wypowiedział się prezydent Trump. Dla mnie kluczowy będzie wyjazd Trumpa do Chin w dniach 13–15 maja. Wygląda na to, że ta wojna będzie zbliżała się do końca.

Pytanie brzmi: co na to Unia Europejska? I czy Unia rzeczywiście chce zakończenia tej wojny? Mam wrażenie, że chętnie by ją jeszcze trochę przeciągnęła. Przecież nie możemy teraz zakończyć wojny, skoro dopiero teraz zaciągamy pożyczkę. Najpierw trzeba zrobić zamówienia, podpisać kontrakty, a dopiero potem można ogłaszać pokój.

Jeżeli wojna zakończyłaby się zbyt szybko, to lud przestałby błagać na kolanach o to, żeby pożyczyć pieniądze na uzbrojenie. Element strachu by odpadł. W związku z tym jestem bardzo ciekaw, jak to się wszystko potoczy.

Z punktu widzenia unijnej narracji powinniśmy jeszcze trochę tego strachu mieć: że Rosja może napaść na Finlandię, na Estonię, a pewnie i na Polskę. Wtedy można tłumaczyć, że musimy się szybko zbroić. Ale jeśli pokój na Ukrainie zostanie podpisany, to czar pryśnie. I wydaje mi się, że to jest ostatni moment, żeby się „śpieszyć” i jak najszybciej zaciągać zobowiązania.

W piątek została podpisana pożyczka SAFE. Muszę powiedzieć, że podziwiam wszystkich członków rządu. Podziwiam premiera, który – w moich oczach – jest mistrzem świata, bo on nigdy nic nie podpisuje. Ale podziwiam też za odwagę wicepremiera Kosiniaka-Kamysza i wicepremiera Domańskiego. Uważam, że to rzeczywiście bardzo odważny ruch, ponieważ została złamana konstytucja. W związku z tym jest to delikt konstytucyjny i bardzo duże ryzyko, że przy zmianie rządu –  co zapewne nastąpi – panowie będą mieli wielki problem. To jest naprawdę ryzykowny ruch.

Ale pożyczkę mamy. Teraz trzeba jeszcze tylko zaciągać zobowiązania – i plan będzie wykonany. Potem będzie można ogłaszać pokój.

Dzisiaj sytuację, jeśli chodzi o koniec wojny na Ukrainie, oceniam raczej pozytywnie. Nie chcę oczywiście „dmuchać w balon radości”, ale zwróćcie Państwo uwagę: w Moskwie odbył się Dzień Zwycięstwa, był trzydniowy rozejm, co uważam za sukces. Wcześniej prezydent Zełenski twierdził, że będzie atakował Moskwę w Dniu Zwycięstwa – nie zrobił tego.

Mieliśmy rozejm, Putin mówi, że wszystko zbliża się do końca, Trump mówi, że zbliża się do końca i do tego dochodzi spotkanie w Chinach. To jest pozytywne. Negatywne – z punktu widzenia rynków – jest to, że Trump wczoraj odrzucił propozycję pokojową Iranu, uznając ją za nie do zaakceptowania.

Dopóki cieśnina Ormuz pozostaje zablokowana, rośnie ryzyko dla światowej gospodarki. To nie jest tylko problem ropy naftowej. To przede wszystkim kwestia nawozów sztucznych dla rolnictwa – szczególnie w krajach Afryki i Azji – oraz helu, potrzebnego do produkcji elektroniki. To jest realny problem. Jeżeli cieśnina Ormuz się otworzy, będziemy liczyć straty i zobaczymy, jak bardzo to nas zaboli. Na dzień dzisiejszy rynki akcji są na szczytach: Stany Zjednoczone, Japonia, euforia po wynikach. Ale nad tym wszystkim wisi tykająca bomba w postaci Ormuzu – pytanie, kto i jak długo wytrzyma.

Wydaje mi się, że koniec konfliktu będzie uzgadniany pomiędzy głównymi graczami: Stanami Zjednoczonymi, Chinami i Rosją. W przypadku Ukrainy duży wpływ ma też Unia Europejska – od niej zależy, czy ta wojna się zakończy, czy nie.

Jeżeli wszystkie zobowiązania na zbrojenia zostaną podpisane, Unia będzie mogła „pozwolić sobie” na zakończenie wojny. Do tego czasu będziemy podlegali różnym dezinformacjom służb: że ktoś tam planuje napaść na nas, że grozi nam natychmiastowy atak i tak dalej – po to, żebyśmy zaciągali kolejne zobowiązania.

Jeżeli Unia zdecyduje, że nie chce pokoju, wtedy rzeczywiście może pojawić się realne zagrożenie. Gdyby już o tym gdybać, to w mojej ocenie bardziej zagrożone są kraje takie jak Finlandia czy Estonia niż bezpośrednio Polska. Ale jesteśmy sojusznikami, więc i tak by nas to dotknęło.

Wybory w Wielkiej Brytanii i bunt przeciw „multikulti”

Bardzo ciekawa rzecz wydarzyła się w Wielkiej Brytanii. Odbyły się wybory: parlamentarne w krajach wchodzących w skład Zjednoczonego Królestwa (oprócz Anglii, czyli w Walii, Szkocji, Irlandii Północnej) oraz lokalne w Anglii. Te wybory pokazały zwrot Wielkiej Brytanii w kierunku, można powiedzieć, narodowym.

W Irlandii swoją dominację potwierdziła Sinn Féin, w Szkocji rządzi partia narodowa, w Walii również ugrupowanie o takim profilu. To oznacza, że mieszkańcy Wielkiej Brytanii dochodzą chyba do wniosku, że ich kraj ma już swoją świetność za sobą – i może pojawić się ryzyko, że poszczególne części zaczną się odłączać.

W Szkocji rządzą narodowcy, choć w referendum Szkoci poparli pozostanie w Wielkiej Brytanii. Kwestia przyłączenia Irlandii Północnej do Irlandii – moim zdaniem – pozostaje otwarta.

Wyniki tych wyborów pokazują też coś jeszcze: Partia Pracy, Starmer – praktycznie nie istnieją ani w Walii, ani w Anglii. To sugeruje, że rdzenni mieszkańcy Wielkiej Brytanii – Anglicy, Walijczycy, Szkoci, Irlandczycy – mają dosyć „multikulti”. W mojej ocenie nastąpiło przegięcie.

Ci rodowici mieszkańcy zaczynają podnosić głowy i dają temu wyraz w wyborach. To jest istotna zmiana, która może przełożyć się na politykę Wielkiej Brytanii. Oby nie za późno, bo obcych kulturowo jest tam już bardzo dużo, a Anglicy, Szkoci, Walijczycy, Irlandczycy mogą mieć z tym wszystkim problem.

Zobaczymy, jak to wszystko wpłynie na funta i na giełdę w Wielkiej Brytanii. Oczywiście londyńska giełda podlega też globalnym ruchom. Na razie mieliśmy cofnięcie rano na światowych parkietach – właśnie przez fiasko rozmów z Iranem.

Mam nadzieję, że to się jednak zakończy pozytywnie, bo największy wpływ cała ta sytuacja będzie miała – moim zdaniem – na Unię Europejską. Widać to po różnicy między notowaniami na giełdach w UE a giełdach w USA czy nawet w Japonii.

Uważam, że kluczem tego miesiąca, najważniejszą wiadomością, będzie wizyta Donalda Trumpa w Chinach

Polska, wojska USA i Niemcy

Po naszej stronie też pojawiła się ciekawa informacja. Donald Trump, pytany przez dziennikarzy o to, czy przerzuci wojska z Niemiec do Polski, zasugerował taką możliwość i podkreślił swoją przyjaźń z naszym prezydentem, a ostatnio mocno zaakcentował jego rolę w uwolnieniu pana Poczobuta.

To są pozytywne informacje dla nas. Warto byłoby ten sojusz wzmacniać, żeby stanowił realną siłę. Uważam, że nie ma potrzeby, by Amerykanie trzymali wojsko w Niemczech w takiej skali jak kiedyś. Zagrożenie przesuwa się bardziej na wschód.

Wiemy, dlaczego kiedyś trzymano wojska brytyjskie, francuskie, amerykańskie w Niemczech – i rosyjskie w dawnych Niemczech Wschodnich. Jak kiedyś powiedział Winston Churchill, Niemcy to kraj, który trzeba „bombardować profilaktycznie” co czterdzieści parę lat. Chodziło o to, żeby trzymać w ryzach ich nacjonalistyczne, imperialne zapędy.

Dziś tych zakusów praktycznie już nie ma – Niemcy się „wynarodawiają”. Ich kluczowym produktem żywieniowym stał się kebab i w związku z tym Amerykanie mogą ich już spokojnie opuścić, bo tego „dawnego Niemca” tam coraz mniej.

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *