24 lutego 2026,  09:45

Program SAFE – Dobra decyzja, czy miliardy w ciemno?

Dziś przede wszystkim chciałbym odnieść się do programu SAFE, o który wielu z Państwa pyta. Poza tym poruszę kwestie międzynarodowe — Iran, wojnę na Ukrainie, Meksyk — a także instrumenty finansowe, w tym wrócę do tematu złota, zwłaszcza że od jutra po przerwie wracają chińskie giełdy. Na końcu kilka słów o ETS.

Program SAFE – kwestia prawna

Zacznijmy od podstawy prawnej. Program SAFE, jako umowa międzynarodowa, musi być zgodny z Konstytucją. W grę wchodzą tu art. 89 oraz art. 90.

Możemy rozpatrywać to w dwóch wariantach:

  1. Przekazanie kompetencji organizacji międzynarodowej – wówczas wymagana byłaby ratyfikacja większością dwóch trzecich głosów w Sejmie lub referendum.

  2. Tzw. duża ratyfikacja (art. 89) – w przypadku zaciągania przez państwo dużych zobowiązań finansowych konieczna jest ustawa oraz ratyfikacja przez prezydenta.

Jeżeli nie doszłoby do ratyfikacji, a mimo to rząd kontynuowałby zadłużanie, mielibyśmy do czynienia z deliktem konstytucyjnym i odpowiedzialnością przed Trybunałem Stanu. To jest fundament prawny wejścia programu w życie.

Kredyt czy grant? Kluczowa różnica

SAFE nie jest grantem. To kredyt, czyli zobowiązanie. Każdy z nas, kto brał kredyt, wie jedno: zaciągając zobowiązanie, wiemy na co. Nieruchomość, inwestycja, konkretny cel.

W przypadku SAFE:

  • wiemy, że się zadłużamy,

  • wiemy, jaka jest kwota,

  • nie wiemy dokładnie, na co,

  • nie znamy warunków finansowych.

Z informacji publicznych wynika jedynie, że oprocentowanie będzie zmienne. Ale nie wiemy, według jakiej formuły. Nie znamy pełnych warunków. Dodatkowo polskie wojsko miało dwa dni na określenie potrzeb. To oznacza pośpiech. A w finansach pośpiech zwykle nie jest dobrym doradcą.

Co więcej — w klasycznej relacji kredytowej to bank ocenia zdolność kredytową klienta. Tutaj mamy sytuację odwrotną: „pożyczam, jeszcze nie mówię na jakich warunkach, ale bierz”. To rodzi pytanie: dlaczego taki pośpiech?

Polityczny kontekst pośpiechu

Odpowiedź na to pytanie częściowo padła ze strony Manfreda Webera, lidera Europejskiej Partii Ludowej. W swojej wypowiedzi wskazywał, że państwa powinny zostać związane paneuropejskimi programami tak, aby przyszłe rządy — nawet jeśli zmienią się politycznie — nie mogły się z nich wycofać.

Innymi słowy: zobowiązanie ma „zakotwiczyć” państwa niezależnie od przyszłych wyników wyborów.

Mechanizm jest prosty:

  • państwo zaciąga dług,

  • wydatkowanie środków jest warunkowe,

  • w razie konfliktu politycznego środki mogą zostać wstrzymane,

  • ale zobowiązanie pozostaje.

Przykładem podobnego mechanizmu było KPO, gdzie środki były uzależnione od tzw. kamieni milowych.

80% dla polskiej zbrojeniówki — ale co to znaczy?

Rząd deklaruje, że około 80% środków trafi do polskiej zbrojeniówki (choć padają różne liczby).

Kluczowe pytanie brzmi: jak definiujemy „polski przemysł”?

Według przyjętej definicji chodzi o spółkę zarejestrowaną w Polsce. To nie zawsze oznacza polski kapitał.

Teoretycznie więc:

  • środki mogłyby trafić do spółek z zagranicznym kapitałem,

  • liczy się rejestracja, nie struktura właścicielska.

To bardzo istotna różnica.

Ryzyko walutowe – temat pomijany

Ekonomiści twierdzą, że ryzyko walutowe nie jest istotne. Ja uważam, że jest.

Jeżeli zaciągamy kredyt w euro a kontraktujemy wydatki w złotówkach, to powstaje klasyczne ryzyko kursowe. To mechanizm podobny do kredytów frankowych. Dziś złoty jest silny — m.in. ze względu na globalne uwarunkowania i kurs eurodolara. Ale historia uczy, że kursy walut nie są stałe.

Dodatkowo pojawia się pytanie:
czy polski przemysł zbrojeniowy ma dziś moce produkcyjne na przyjęcie tak dużych kontraktów, skoro — według dostępnych informacji — wiele zakładów pracuje już na trzy zmiany?

Nie przeciwko zbrojeniom, ale za jasnymi warunkami

Nie twierdzę, że Polska nie powinna się zbroić. Twierdzę, że:

  • powinniśmy znać warunki finansowe,

  • powinniśmy znać dokładny cel,

  • powinniśmy znać realny koszt,

  • powinniśmy rozumieć ryzyko walutowe,

  • powinniśmy wiedzieć, czy skala zadłużenia jest adekwatna do potrzeb.

Na dziś wiemy przede wszystkim jedno: mamy wziąć dług.

Nie wiemy w pełni:

  • na jakich warunkach,

  • na co dokładnie,

  • przy jakim ryzyku,

  • i w jakim horyzoncie kosztowym.

A decyzje o wieloletnim zadłużeniu państwa powinny być podejmowane w oparciu o pełną informację — nie w pośpiechu.

Manfred Weber na łamach portalu Euractiv powiedział wprost – Jego interesuje to, żebyśmy już mieli zobowiązanie, czyli żebyśmy mieli dług. I teraz bardzo mnie niepokoi sytuacja Komisji Europejskiej, która alarmuje i przedstawia niepokojące prognozy dla polskiej gospodarki. Według Komisji Europejskiej dług przekroczy 100% PKB – mianowicie do 2036 roku przekroczymy 107% PKB.

Jak podaje portal Niezależna, dług publiczny w ostatnich latach zaczął rosnąć diametralnie przy nowej koalicji. W grudniu 2023 roku, gdy do władzy dochodziła obecna koalicja, dług publiczny wynosił 1,3 biliona złotych. Obecnie, w listopadzie 2025 roku (dane za listopad), wynosił już 1,9 biliona złotych.

Oznacza to, że przez dwa lata dług publiczny Polski wzrósł o 46%. To jest dla mnie bardzo niepokojące. Do tego Komisja Europejska – której nie mam podstaw, by nie wierzyć – mówi, że wejdziemy na poziom 107% PKB. A proszę Państwa, trzeba wiedzieć, że 60% PKB stanowi według unijnej polityki próg bezpieczeństwa. My idziemy znacznie dalej.

W 2036 roku będziemy jedną z najbardziej zadłużonych gospodarek w Unii Europejskiej. Oczywiście wyższe relacje długu do PKB będą miały Włochy i Francja, ale Francja również jest na celowniku Manfreda Webera – on także chce ich jeszcze mocniej „zakotwiczyć” w tych zobowiązaniach.

Pytanie: co dalej? A dalej może pojawić się efekt spirali długu. Jednym z problemów nadmiernego zadłużania jest tzw. efekt kuli śnieżnej – sytuacja, w której odsetki od zadłużenia rosną szybciej niż PKB. Dane Komisji Europejskiej pokazują, że możemy wejść w taką fazę. To mnie przeraża, ponieważ obawiam się scenariusza greckiego.

Jak Państwo wiedzą, były premier Grecji opisywał później w swojej książce, jak wyglądały negocjacje w czasie kryzysu zadłużeniowego. Przyszli do niego nasi „przyjaciele” zza zachodniej granicy i powiedzieli: pożyczymy ci pieniądze, żebyś przetrwał, ale infrastruktura będzie nasza. Opisywał, jak szantażowano go przejęciem strategicznych portów lotniczych, portów morskich i infrastruktury. I to mnie realnie przeraża.

Z drugiej strony zastanawiam się nad straszeniem wojną. Spróbujmy spojrzeć na to racjonalnie. Mamy cztery lata wojny pomiędzy Rosją a Ukrainą. Rosja, określana jako druga armia świata, przez cztery lata nie może zająć Kijowa. A u nas panuje histeria, że Rosjanie dojadą do Berlina.

Jeżeli przez cztery lata nie mogą dojechać do Kijowa, to gdzie oni mają dojechać? Najpierw niech dojadą do Kijowa. Fakty są takie, że od czterech lat im się to nie udaje.

Mówi się, że wojna może się zakończyć, że może pojawić się pokój. Nawet na rynku złota widać pewne sygnały – Rosja sprzedaje złoto na wysokich poziomach cenowych, zarabiając na tym, bo musi ratować budżet. Po tylu latach wojny problemy gospodarcze są naturalne. Może więc przyjdzie moment na bardziej racjonalne decyzje.

Uważam, że decyzja o zadłużeniu musi być roztropna. Musimy wiedzieć, na co podejmujemy ten dług. Zaniepokoiła mnie również wypowiedź ministra Radosława Sikorskiego, który mówił, że bierzemy zobowiązanie w ramach programu SAFE, zakupimy sprzęt i będziemy przekazywać go Ukrainie.

Przecież to jest sytuacja bardzo poważna. Mamy już potężny problem długu publicznego. Musimy się opamiętać.

Jeżeli mamy budować bezpieczeństwo Polski i silną armię, to ta armia musi być suwerenna. Nie może być tak, jak chce Manfred Weber, że dostaniemy dług na trzydzieści czy czterdzieści lat, będziemy go spłacać, kupując uzbrojenie od tych samych podmiotów, a dodatkowo pojawia się koncepcja armii unijnej, w której jako Polacy nie będziemy mieli realnego wpływu na decyzje.

Historia uczy nas, że nasi zachodni „przyjaciele” nie zawsze działają w naszym interesie. Dlatego ostatnim miejscem, w którym kupowałbym broń byłyby Niemcy. To nie jest broń typu Parabellum, jak w serialu o Hansie Klossie. To jest nowoczesna broń wysokiej technologii. Kto ma klucze technologiczne, ten ma kontrolę. W sytuacji konfliktu te klucze mogą zostać zablokowane i okaże się, że sprzęt nie działa.

Alternatywa dla SAFE

Zaciągajmy zobowiązania mądrze. Ale dlaczego nie mielibyśmy na tym zarobić jako Polacy? Dlaczego odsetki nie miałyby zostać w Polsce? Może warto wrócić do „Kariery Nikodema Dyzmy” Dołęgi-Mostowicza – a dla tych, którzy wolą ekranizację, do serialu z Romanem Wilhelmim w roli głównej – i zastanowić się nad mechanizmami finansowania.

Może powinniśmy wyemitować obligacje zbrojeniowe skierowane do Polaków? Ja sam chętnie bym takie obligacje kupił. Zamiast inwestować w nieruchomości w Hiszpanii, można inwestować w obligacje Skarbu Państwa przeznaczone na rozwój polskich sił zbrojnych.

Emitujmy je stopniowo. Nie musimy od razu brać całej puli kilkudziesięciu miliardów. Generałowie powinni określić potrzeby, wiemy z doświadczeń wojny na Ukrainie, czego potrzeba. Polskie fundusze emerytalne mogłyby w to inwestować. Odsetki trafiałyby do polskich obywateli. Emitent – państwo polskie – jest wiarygodny. Wszyscy na tym zyskują.

Nie ma potrzeby pośpiechu, szczególnie gdy Komisja Europejska alarmuje, że nasz dług publiczny rośnie drastycznie. Ja nawet nie wiem, na co on rośnie. Co takiego się wydarzyło? Komu i za co płacimy?

Zastanówmy się jak w normalnym życiu. Gdyby bank zaproponował mi 10 milionów złotych, ale kazał wziąć je w dwa dni i jeszcze nie wiedziałbym dokładnie, na co je przeznaczę, nie byłbym w stanie odpowiedzialnie obsłużyć takiego długu. Odsetki mogłyby rosnąć szybciej niż moje dochody.

Minister finansów powinien patrzeć jak przedsiębiorca: jakie są wpływy, jakie wydatki, jakie są prognozy wzrostu, jakie ryzyka. Nawet jeżeli PKB będzie rósł, to jeśli koszty obsługi długu będą rosły szybciej, wchodzimy na równię pochyłą.

Dobrze przynajmniej, że jasno powiedziano, iż chodzi o „zakotwiczenie” przyszłych rządów – zarówno francuskich, jak i polskich. Ale według prognoz to właśnie Polska ma przesunąć się z 13. miejsca pod względem zadłużenia na 7. miejsce. Włochy mają mieć 149% PKB, Francja 144%, Belgia 137%, Grecja 123%. A my wskoczymy za nimi.

Nie róbmy z Polski drugiej Grecji.

Budujmy armię – ale suwerennie. Kupujmy technologie z pełnym transferem do Polski. Budujmy własne zdolności produkcyjne. I nie dajmy się wpędzić w panikę.

Fakty są takie: cztery lata i Rosja nie zajęła Kijowa.

Rynek złota

Jeśli chodzi o złoto – Chińczycy wracają na rynek po przerwie. Mieliśmy konsolidację cen i ona wciąż trwa. Uważam, że możliwy jest powrót do wzrostów, choć dynamika może nie być drastyczna.

Część krajów, w tym Rosja, zaczyna sprzedawać złoto przy wysokich cenach, co może ograniczać tempo wzrostu. Nie będą już tylko kupujący – pojawiają się również sprzedający. Mimo to sytuacja międzynarodowa nadal sprzyja złotu jako aktywu zabezpieczającemu.

I ten temat będziemy dalej obserwować.

Iran, Bliski Wschód i ryzyka geopolityczne

Martwi mnie kwestia Iranu, nie dlatego, że mam jakiś szczególny sentyment polityczny, ale mam sentyment historyczny do Persów. Persowie to naród, który pomógł armii Andersa – przygarnął ludzi, zaopiekował się nimi, dał schronienie w drodze z nieludzkiej ziemi, z Syberii, z tego okrutnego systemu. Armia szła z rodzinami, z małymi dziećmi, aż pod Monte Cassino, gdzie Polacy przelali krew na włoskiej ziemi.
Mam sentyment do Persów.

Natomiast martwi mnie miłość Stanów Zjednoczonych do Izraela. Uważam, że może ona być niebezpieczna.

Zakusy państwa położonego obecnie m.in. na Wzgórzach Golan są niebezpieczne z punktu widzenia stabilności świata. Mamy do czynienia z różnymi cywilizacjami – Persowie to Persowie, to nie Arabowie – ale ambicje Izraela sięgają w narracji historycznej aż do obszaru „między Nilem a Eufratem”. To oznaczałoby objęcie wpływami Syrii, Egiptu i innych państw regionu. A to mogłoby wywołać ogromny konflikt.

My, Polacy, patrzymy na to z innej perspektywy, bo to są inne cywilizacje, często bardzo agresywne. Uważam, że uścisk pomiędzy Benjaminem Netanjahu a Amerykanami może być niebezpieczny dla świata. To jest dla mnie realne ryzyko.

Mam nadzieję, że to tylko manewry polityczne i straszenie, że nic złego się nie wydarzy – szczególnie daleko od naszych granic – i że nikt nie wciągnie Polski w te rozgrywki.

Ukraina i eskalacja

Na Ukrainie, można powiedzieć, tzw. Koalicja Chętnych odniosła ostatnio sukces, ponieważ użyto brytyjskich rakiet, które – jak podają media – uderzyły w fabrykę rakiet dalekiego zasięgu w Rosji.

Pytanie brzmi: czy Rosja na to odpowie? Czy pozwoli na zniszczenie produkcji strategicznej broni bez reakcji? To może wpłynąć na dalszy przebieg wojny.

Meksyk – sytuacja niebezpieczna

W Meksyku zginął przywódca jednego z karteli narkotykowych. Oficjalnie Amerykanie mówią, że operację przeprowadziły służby Meksyku, ale wiele wskazuje na to, że CIA mogła mieć w niej znaczący udział.

W kraju rozpoczęły się zamieszki. Uzbrojone grupy zaatakowały lotnisko w Guadalajarze. Dochodzi do porwań i zabójstw obywateli Stanów Zjednoczonych.

Moja rada dla Polaków jest prosta: lepiej obecnie nie wybierać się do Meksyku. Sytuacja jest niestabilna i realnie grozi utratą zdrowia lub życia z uwagi na wojnę pomiędzy kartelami narkotykowymi a – pośrednio – Stanami Zjednoczonymi.

ETS i polityczne napięcia w Unii

Przechodząc do kwestii ETS – coś zaczyna się zmieniać. Nawet w kręgach, które dotąd były jego największymi zwolennikami, pojawiają się wątpliwości. Nie wiem, czy Państwo oglądaliście kiedyś Friedricha Merza – polecam jego przemówienia w oryginale. Ja wczoraj obejrzałem fragment przemówienia w oryginale Friedricha Merza i pozwolicie Państwo, że na cześć tych przemówień będę go nazywał Führer.

Führer doszedł do wniosku, że być może system ETS należałoby zawiesić. Moim zdaniem dlatego, że sponsorzy – wielkie firmy, zwłaszcza przemysł motoryzacyjny – zaczynają naciskać, bo nie są w stanie udźwignąć kosztów.

Również Czechy zapowiedziały, że mogą przestać uznawać ETS w obecnej formule. A na to Pani Hennig-Kloska do naszych braci Czechów wystosowała stanowisko, że to w ogóle skandal, że ona jest za tym, żeby ich karać. Uważam, że gdybym miał doradzać tym taktykom rządu, to bardzo by wzmocnili notowania rządu premiera, jakby usunął lub ograniczył wpływ w rządzie ludzi z wielkimi deficytami intelektualnymi. Zastanawiam się, jak to jest możliwe – i już nawet nie powiem minister, bo nie będę obrażać ministrów – że ministra Hennig-Kloska gani Czechów, podczas gdy, nie wiem czy Państwo wiecie, ale jak pisze Money.pl, samo zawieszenie ETS-u przyniosłoby niesamowite zyski dla polskich spółek Skarbu Państwa, czyli spółek, w których Skarb Państwa jest właścicielem, czytaj między innymi ministra Hennig-Kloska.

Zawieszenie ETS oznaczałoby ogromne korzyści. Szacunki mówią o:

  • PGE – 24–25 mld zł rocznie oszczędności,
  • Orlen – 9–10 mld zł,
  • Tauron – 3,5–4 mld zł,
  • JSW – 2–7 mld zł,
  • ZE PAK – 0,5–1 mld zł,
  • KGHM – 0,4–0,8 mld zł,
  • Grupa Azoty – 0,4–0,7 mld zł.

To są ogromne pieniądze. Polski rząd powinien pójść za Führerem i powiedzieć: tak, wstrzymujemy. Przecież my jesteśmy beneficjentami tego. I nie trzeba tego tylko wstrzymać, trzeba to zlikwidować. Na razie oczywiście Führer mówi, że zawiesić. No i okej. Ale to trzeba zmienić jak najszybciej.

Europa i odpowiedzialność wyborcza

Jeżeli mamy budować silną Europę, to musimy wrócić do fundamentów Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Do wspólnego rynku, unii celnej, swobody przepływu ludzi i kapitału. Jeżeli mamy budować silną Europę, to bez idiotów. Zwracajcie Państwo uwagę, na kogo głosujecie. Nie możemy głosować na debili lub ludzi o poglądach oderwanych od rzeczywistości.

Ostatnio słyszałem, że podobno zagłosowali w parlamencie przeciwko temu, że tylko kobieta może zajść w ciążę. No to jak oni nawet tego nie wiedzą, to gdzie oni mają budować silną Europę? Gdzie mamy budować silną Europę z takimi kretynami? Przepraszam – kretyn jest mądrzejszy od debila. Już nie są nawet kretynami, są debilami. I to trzeba mówić otwarcie, musimy stawić temu czoło.

Jeżeli mamy budować silną Europę, to musimy budować Europę z ludźmi, którzy są na poziomie przynajmniej wykształcenia szkoły podstawowej i wiedzą, że to kobieta zachodzi w ciążę, ale też wiedzą, na czym polega gospodarka, na czym polega ekonomia, na czym polega siła Europy. Przecież gdyby Europa nie miała ETS-u, mielibyśmy silny przemysł w Europie, łatwiej by nam się było zbroić, łatwiej byłoby budować tę europejską wspólnotę gospodarczą. I na tym się skupmy – na europejskiej wspólnocie gospodarczej.

A kwestie inne zostawmy państwom suwerennym. Działamy i tak w porozumieniu, mamy Unię celną, mamy wolność przepływu ludzi i tego się trzymajmy, ale nie wchodźmy dalej, bo to nie ma sensu. Likwidujmy te bariery, które sobie postawiliśmy. Na przykład jeśli chodzi o emisję dwutlenku węgla. Przecież UE odpowiada za około 7-8% światowej emisji CO₂ a Polska za około 1% (dla porównania Chiny ponad 30%).

To jest kwestia wiedzy podstawowej – jeżeli nie będzie dwutlenku węgla, to nie będzie roślin, nie będzie drzew. Musimy produkować ten dwutlenek węgla, żeby świat się rozwijał. A kwestie ekologii i to słynne ocieplenie klimatu – mieliśmy z tym do czynienia nawet tej zimy. Mówiłem wcześniej, czym będą się zajmować te wybitne postacie, ci oficerowie prowadzący – i potem gdzieś w jednym z mediów było, że to oziębienie jest spowodowane ociepleniem. No i takie głupoty będą nam opowiadać. Robią z nas idiotów i trzeba już temu powiedzieć: dosyć.

Jeżeli mamy budować silną Europę, to musimy wrócić do podstaw Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej i na tym się skupić. Zostawić te wszystkie ideologie i to lewactwo, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Zresztą ktoś kiedyś powiedział, taki mądry człowiek zadał pytanie – też zadaję je Państwu otwarcie: wskażcie mi jeden kraj na świecie, gdzie rządzi lewactwo i ten kraj się rozwija. Jeden na świecie.

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *