Dziś przede wszystkim chciałbym odnieść się do programu SAFE, o który wielu z Państwa pyta. Poza tym poruszę kwestie międzynarodowe — Iran, wojnę na Ukrainie, Meksyk — a także instrumenty finansowe, w tym wrócę do tematu złota, zwłaszcza że od jutra po przerwie wracają chińskie giełdy. Na końcu kilka słów o ETS.
Program SAFE – kwestia prawna
Zacznijmy od podstawy prawnej. Program SAFE, jako umowa międzynarodowa, musi być zgodny z Konstytucją. W grę wchodzą tu art. 89 oraz art. 90.
Możemy rozpatrywać to w dwóch wariantach:
-
Przekazanie kompetencji organizacji międzynarodowej – wówczas wymagana byłaby ratyfikacja większością dwóch trzecich głosów w Sejmie lub referendum.
-
Tzw. duża ratyfikacja (art. 89) – w przypadku zaciągania przez państwo dużych zobowiązań finansowych konieczna jest ustawa oraz ratyfikacja przez prezydenta.
Jeżeli nie doszłoby do ratyfikacji, a mimo to rząd kontynuowałby zadłużanie, mielibyśmy do czynienia z deliktem konstytucyjnym i odpowiedzialnością przed Trybunałem Stanu. To jest fundament prawny wejścia programu w życie.
Kredyt czy grant? Kluczowa różnica
SAFE nie jest grantem. To kredyt, czyli zobowiązanie. Każdy z nas, kto brał kredyt, wie jedno: zaciągając zobowiązanie, wiemy na co. Nieruchomość, inwestycja, konkretny cel.
W przypadku SAFE:
-
wiemy, że się zadłużamy,
-
wiemy, jaka jest kwota,
-
nie wiemy dokładnie, na co,
-
nie znamy warunków finansowych.
Z informacji publicznych wynika jedynie, że oprocentowanie będzie zmienne. Ale nie wiemy, według jakiej formuły. Nie znamy pełnych warunków. Dodatkowo polskie wojsko miało dwa dni na określenie potrzeb. To oznacza pośpiech. A w finansach pośpiech zwykle nie jest dobrym doradcą.
Co więcej — w klasycznej relacji kredytowej to bank ocenia zdolność kredytową klienta. Tutaj mamy sytuację odwrotną: „pożyczam, jeszcze nie mówię na jakich warunkach, ale bierz”. To rodzi pytanie: dlaczego taki pośpiech?
Polityczny kontekst pośpiechu
Odpowiedź na to pytanie częściowo padła ze strony Manfreda Webera, lidera Europejskiej Partii Ludowej. W swojej wypowiedzi wskazywał, że państwa powinny zostać związane paneuropejskimi programami tak, aby przyszłe rządy — nawet jeśli zmienią się politycznie — nie mogły się z nich wycofać.
Innymi słowy: zobowiązanie ma „zakotwiczyć” państwa niezależnie od przyszłych wyników wyborów.
Mechanizm jest prosty:
-
państwo zaciąga dług,
-
wydatkowanie środków jest warunkowe,
-
w razie konfliktu politycznego środki mogą zostać wstrzymane,
-
ale zobowiązanie pozostaje.
Przykładem podobnego mechanizmu było KPO, gdzie środki były uzależnione od tzw. kamieni milowych.
80% dla polskiej zbrojeniówki — ale co to znaczy?
Rząd deklaruje, że około 80% środków trafi do polskiej zbrojeniówki (choć padają różne liczby).
Kluczowe pytanie brzmi: jak definiujemy „polski przemysł”?
Według przyjętej definicji chodzi o spółkę zarejestrowaną w Polsce. To nie zawsze oznacza polski kapitał.
Teoretycznie więc:
-
środki mogłyby trafić do spółek z zagranicznym kapitałem,
-
liczy się rejestracja, nie struktura właścicielska.
To bardzo istotna różnica.
Ryzyko walutowe – temat pomijany
Ekonomiści twierdzą, że ryzyko walutowe nie jest istotne. Ja uważam, że jest.
Jeżeli zaciągamy kredyt w euro a kontraktujemy wydatki w złotówkach, to powstaje klasyczne ryzyko kursowe. To mechanizm podobny do kredytów frankowych. Dziś złoty jest silny — m.in. ze względu na globalne uwarunkowania i kurs eurodolara. Ale historia uczy, że kursy walut nie są stałe.
Dodatkowo pojawia się pytanie:
czy polski przemysł zbrojeniowy ma dziś moce produkcyjne na przyjęcie tak dużych kontraktów, skoro — według dostępnych informacji — wiele zakładów pracuje już na trzy zmiany?
Nie przeciwko zbrojeniom, ale za jasnymi warunkami
Nie twierdzę, że Polska nie powinna się zbroić. Twierdzę, że:
-
powinniśmy znać warunki finansowe,
-
powinniśmy znać dokładny cel,
-
powinniśmy znać realny koszt,
-
powinniśmy rozumieć ryzyko walutowe,
-
powinniśmy wiedzieć, czy skala zadłużenia jest adekwatna do potrzeb.
Na dziś wiemy przede wszystkim jedno: mamy wziąć dług.
Nie wiemy w pełni:
-
na jakich warunkach,
-
na co dokładnie,
-
przy jakim ryzyku,
-
i w jakim horyzoncie kosztowym.
A decyzje o wieloletnim zadłużeniu państwa powinny być podejmowane w oparciu o pełną informację — nie w pośpiechu.
Przechodząc do kwestii ETS – coś zaczyna się zmieniać. Nawet w kręgach, które dotąd były jego największymi zwolennikami, pojawiają się wątpliwości. Nie wiem, czy Państwo oglądaliście kiedyś Friedricha Merza – polecam jego przemówienia w oryginale. Ja wczoraj obejrzałem fragment przemówienia w oryginale Friedricha Merza i pozwolicie Państwo, że na cześć tych przemówień będę go nazywał Führer.
Führer doszedł do wniosku, że być może system ETS należałoby zawiesić. Moim zdaniem dlatego, że sponsorzy – wielkie firmy, zwłaszcza przemysł motoryzacyjny – zaczynają naciskać, bo nie są w stanie udźwignąć kosztów.
Również Czechy zapowiedziały, że mogą przestać uznawać ETS w obecnej formule. A na to Pani Hennig-Kloska do naszych braci Czechów wystosowała stanowisko, że to w ogóle skandal, że ona jest za tym, żeby ich karać. Uważam, że gdybym miał doradzać tym taktykom rządu, to bardzo by wzmocnili notowania rządu premiera, jakby usunął lub ograniczył wpływ w rządzie ludzi z wielkimi deficytami intelektualnymi. Zastanawiam się, jak to jest możliwe – i już nawet nie powiem minister, bo nie będę obrażać ministrów – że ministra Hennig-Kloska gani Czechów, podczas gdy, nie wiem czy Państwo wiecie, ale jak pisze Money.pl, samo zawieszenie ETS-u przyniosłoby niesamowite zyski dla polskich spółek Skarbu Państwa, czyli spółek, w których Skarb Państwa jest właścicielem, czytaj między innymi ministra Hennig-Kloska.
Zawieszenie ETS oznaczałoby ogromne korzyści. Szacunki mówią o:
- PGE – 24–25 mld zł rocznie oszczędności,
- Orlen – 9–10 mld zł,
- Tauron – 3,5–4 mld zł,
- JSW – 2–7 mld zł,
- ZE PAK – 0,5–1 mld zł,
- KGHM – 0,4–0,8 mld zł,
- Grupa Azoty – 0,4–0,7 mld zł.
To są ogromne pieniądze. Polski rząd powinien pójść za Führerem i powiedzieć: tak, wstrzymujemy. Przecież my jesteśmy beneficjentami tego. I nie trzeba tego tylko wstrzymać, trzeba to zlikwidować. Na razie oczywiście Führer mówi, że zawiesić. No i okej. Ale to trzeba zmienić jak najszybciej.
Europa i odpowiedzialność wyborcza
Jeżeli mamy budować silną Europę, to musimy wrócić do fundamentów Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Do wspólnego rynku, unii celnej, swobody przepływu ludzi i kapitału. Jeżeli mamy budować silną Europę, to bez idiotów. Zwracajcie Państwo uwagę, na kogo głosujecie. Nie możemy głosować na debili lub ludzi o poglądach oderwanych od rzeczywistości.
Ostatnio słyszałem, że podobno zagłosowali w parlamencie przeciwko temu, że tylko kobieta może zajść w ciążę. No to jak oni nawet tego nie wiedzą, to gdzie oni mają budować silną Europę? Gdzie mamy budować silną Europę z takimi kretynami? Przepraszam – kretyn jest mądrzejszy od debila. Już nie są nawet kretynami, są debilami. I to trzeba mówić otwarcie, musimy stawić temu czoło.
Jeżeli mamy budować silną Europę, to musimy budować Europę z ludźmi, którzy są na poziomie przynajmniej wykształcenia szkoły podstawowej i wiedzą, że to kobieta zachodzi w ciążę, ale też wiedzą, na czym polega gospodarka, na czym polega ekonomia, na czym polega siła Europy. Przecież gdyby Europa nie miała ETS-u, mielibyśmy silny przemysł w Europie, łatwiej by nam się było zbroić, łatwiej byłoby budować tę europejską wspólnotę gospodarczą. I na tym się skupmy – na europejskiej wspólnocie gospodarczej.
A kwestie inne zostawmy państwom suwerennym. Działamy i tak w porozumieniu, mamy Unię celną, mamy wolność przepływu ludzi i tego się trzymajmy, ale nie wchodźmy dalej, bo to nie ma sensu. Likwidujmy te bariery, które sobie postawiliśmy. Na przykład jeśli chodzi o emisję dwutlenku węgla. Przecież UE odpowiada za około 7-8% światowej emisji CO₂ a Polska za około 1% (dla porównania Chiny ponad 30%).
To jest kwestia wiedzy podstawowej – jeżeli nie będzie dwutlenku węgla, to nie będzie roślin, nie będzie drzew. Musimy produkować ten dwutlenek węgla, żeby świat się rozwijał. A kwestie ekologii i to słynne ocieplenie klimatu – mieliśmy z tym do czynienia nawet tej zimy. Mówiłem wcześniej, czym będą się zajmować te wybitne postacie, ci oficerowie prowadzący – i potem gdzieś w jednym z mediów było, że to oziębienie jest spowodowane ociepleniem. No i takie głupoty będą nam opowiadać. Robią z nas idiotów i trzeba już temu powiedzieć: dosyć.
Jeżeli mamy budować silną Europę, to musimy wrócić do podstaw Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej i na tym się skupić. Zostawić te wszystkie ideologie i to lewactwo, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Zresztą ktoś kiedyś powiedział, taki mądry człowiek zadał pytanie – też zadaję je Państwu otwarcie: wskażcie mi jeden kraj na świecie, gdzie rządzi lewactwo i ten kraj się rozwija. Jeden na świecie.

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.