Dzisiaj chciałbym omówić kilka tematów. Pierwszy z nich to sytuacja na rynku walutowym, bo chciałbym już wrócić do kwestii związanych z rynkiem finansowym. Druga rzecz to prezentacja raportu Polskiego Towarzystwa Gospodarczego na temat konkurencyjności, transformacji, czyli szerzej – energetyki w Polsce. I wreszcie temat, którego nie sposób pominąć: decyzja prezydenta Ukrainy o nazwaniu jednego z pułków imieniem zbrodniczej organizacji UPA.
Waluty i złoto: Co dalej z dolarem, euro i jenem?
Jeśli chodzi o rynek walutowy, najważniejsza sprawa, którą chciałbym się z Państwem podzielić, to zmiana narracji części banków w podejściu do pary eurodolar. Od Dnia Wolności w 2025 roku mieliśmy do czynienia z bardzo silnym trendem umacniającym na eurodolarze – kurs szedł od parytetu, zbliżając się niemal do 1,20. Wtedy wszyscy byli przekonani, że ten ruch nastąpi i można było śmiało zawierać pozycje długie na tym crossie.
W mojej ocenie sytuacja zaczyna się zmieniać. Banki zmieniają podejście. JPMorgan mówi, że możemy zejść w kierunku 1,14 czy nawet 1,10 i szacuje, że na koniec roku zobaczymy okolice 1,14, podczas gdy wcześniej dominowała narracja o przebiciu 1,20. Podobne podejście prezentuje Danske i Goldman Sachs. Goldman uważa wręcz, że indeks dolara będzie także silny w okresie wakacyjnym – wskazuje, że ostatnie ruchy dają dolarowi większe pole do wyprzedaży i reakcji na ryzyko, m.in. w związku z odnowionymi obawami dotyczącymi sektora technologicznego. Ich zdaniem dopóki przepływy energii pozostaną ograniczone , presja na aprecjację dolara będzie narastać i się rozszerzać.
Podobne „rozjechanie” opinii widać na złocie. JPMorgan ostatnio odniósł się do jego cen i stwierdził, że spodziewa się konsolidacji, a dolne okolice wahań to 4 400–4 200 dolarów. Jednocześnie podkreśla, że jeśli nastąpi przebicie poniżej 4 000 dolarów, będzie to oznaczało odwrócenie trendu. Na razie widzą konsolidację w trendzie wzrostowym, ale nie są w stanie przewidzieć, jak długo ona potrwa. Zaczynają się też robić „wyrwy” w pozycjonowaniu złota przez globalne instytucje finansowe.
Widać więc zmiany podejścia do eurodolara, zmiany podejścia do złota. Bank of America również przewiduje, że dolar amerykański utrzyma swoją wartość latem. W mojej ocenie sytuacja robi się bardzo niepewna, bo rosną różnice w podejściu instytucji finansowych do takich aktywów jak eurodolar czy złoto.
Jeżeli chodzi o jena, bank ANZ (Australian & New Zealand Bank) zwraca uwagę, że dziś jen dochodzi do tej „magicznej” strefy 160 – to poziom psychologicznej interwencji. ANZ ocenia, że interwencje nie odmienią od razu trendu umacniania się dolara względem jena, ale kluczowe będzie posiedzenie Bank of Japan w dniach 15–16 czerwca. Tu sygnalizuje się już jastrzębie podejście – zobaczymy, jakie podwyżki stóp procentowych zostaną ogłoszone. To może być kluczowe dla ewentualnej zmiany trendu, bo Japonia musi w końcu zrobić coś więcej niż tylko interweniować, żeby ten trend trwale odwrócić.
W kwestii interwencji – patrząc na lata 2022–2024 – Bank of Japan ma jeszcze trochę miejsca, patrząc na historyczne kwoty, ale musi to robić w pewnych przedziałach, żeby nie wyczyścić sobie rezerw walutowych.
Ciekawa rzecz: Crédit Agricole utrzymuje krótką pozycję na parze NZD/AUD. Wcześniej zakładano, że Nowozelandczyk będzie słabszy, ale nastąpiła zmiana podejścia banku centralnego i teraz szala przechyla się na korzyść dolara nowozelandzkiego. Z kolei dane m.in. z Bank of America wskazują, że jeśli ceny energii spadną, tzn. jeśli cieśnina Ormuz zostanie odblokowana, beneficjentami zmian mogą być już nie – jak dotąd – eksporterzy energii, lecz importerzy. Wskazuje się tu właśnie na dolara nowozelandzkiego i funta.
Raport PTG o energetyce: Groźba blackoutów i kosztowna transformacja
Przechodząc do raportu na temat sytuacji energetycznej Polski – chodzi o raport Polskiego Towarzystwa Gospodarczego. Zachęcam do jego ściągnięcia, bo notuje już bardzo dużo pobrań i naprawdę warto się z nim zapoznać.
To praca zbiorowa m.in. dr. inż. Mirosława Gajera, dr. Piotra Dziadzio, Szczepana Rumana, Bartosza Radzikowskiego, Bartosza Kurka, z przedmową prof. Ziemowita Małeckiego. Uważam ten raport za rewelacyjny, ale jednocześnie odsłaniający sytuację i bijący na alarm. Polskie Towarzystwo Gospodarcze chce zrobić wokół niego akcję, by uświadomić Polakom, w jakim miejscu jesteśmy.
Sytuacja jest opisana wprost: jeśli nic nie zrobimy, to do 2040 roku będziemy żyli jak w erze kamienia łupanego – będziemy mieli silne blackouty i zwyczajnie zabraknie nam prądu.
Ciekawy fragment pojawia się już we wstępie, w przedmowie prof. Małeckiego z Politechniki Wrocławskiej (Wydział Mechaniczno–Energetyczny). Pisze on, że metaanaliza opublikowana w prestiżowym czasopiśmie PNAS przez zespół Adama Polaka ujawniła kompromitującą prawdę: aż 96% najbardziej wpływowych badań dotyczących zagrożeń klimatycznych to „czarne skrzynki”. Są to modele nieweryfikowalne – kody źródłowe i dane są ukrywane przed zewnętrzną walidacją. Budowanie strategii wartych biliony złotych na fundamencie, z którego tylko 4% prac spełnia standardy przejrzystości, graniczy – jak pisze – z szarlataństwem.
To tylko wstęp do szerszego obrazu tej „umęczonej ciemnoty”. Trzeba walczyć z ciemnogrodem i szybko reagować, zmieniając naszą strategię energetyczną. Dziś według założeń rządowych ta strategia ma nas kosztować ponad 2 biliony złotych. Dla porównania – program SAFE, o który był taki spór, kosztuje 200 miliardów euro.
Za 2 biliony złotych mamy uzyskać w zasadzie taką samą moc jak obecnie, ale opartą na niestabilnych źródłach tzw. energii odnawialnej. W raporcie pokazano, co trzeba zrobić, żeby było dobrze: jak zmienić system i co proponuje zespół ekspertów, by polska energetyka była w stanie „wydolności”. Proponują m.in. odejście od dalszego zwiększania udziału OZE (które i tak mamy na poziomie ok. 24%) i postawienie na sześć nowoczesnych, niskoemisyjnych bloków węglowych.
Raport obala przy tym wiele mitów i „głupot” dotyczących węgla. Zachęcam Państwa, żebyście go pobrali i przeczytali – naprawdę daje bardzo dużo wiedzy.
Link do pobrania raportu: https://300zlmwh.pl
UPA i Zełenski: Czy Ukraina zasługuje na miejsce w Unii Europejskiej?
Ostatni temat, którego nie sposób pominąć, bo dotyczy wszystkich Polaków, to decyzja prezydenta Ukrainy, Wołodymyra Zełenskiego, o nadaniu jednemu z pułków imienia Ukraińskiej Powstańczej Armii.
Dla nas, Polaków, to jest uderzenie w najwrażliwsze miejsce. Nie rozumiem też prezydenta Zełenskiego z innego powodu: jest Żydem, a UPA mordowała nie tylko Polaków – nas w bestialski sposób – ale także Żydów. Często słyszymy, że śmierć Żyda w czasie okupacji jest traktowana jako coś wyjątkowego, mistycznego, a śmierć Polaka – jako zwykła. Tymczasem UPA mordowała także rodaków prezydenta Zełenskiego, ale też Węgrów, Czechów, Rumunów.
Polaków mordowano w sposób szczególnie okrutny. Wystarczy spojrzeć na niedawną ekshumację naszych rodaków w Późnikach. Jak pisała była premier Beata Szydło, minister Kowal blokował dostęp prasy do tych prac – sam przyznał w wywiadzie, że nie pozwalał robić zdjęć, bo obawiano się dyskusji w internecie, ile śladów gwoździ znaleziono w jednej czaszce malutkiego dziecka.
Te zbrodnie były skrajnym bestialstwem: rozrywanie brzuchów kobiet w ciąży, wbijanie gwoździ dzieciom w głowę, nabijanie dzieci na sztachety, piłowanie ludzi, obcinanie piersi i wiele innych rzeczy, których trudno nawet słuchać. Trzeba o tym mówić, również narodowi ukraińskiemu, bo budowanie bohaterów na takich zbrodniach jest niedopuszczalne.
Jeżeli Ukraina chce budować swoją tożsamość narodową na UPA, to nie powinna zostać przyjęta do rodziny narodów europejskich i do Unii Europejskiej. Tym bardziej że UPA współpracowała z Niemcami, a przykłady kolaboracji (SS Galizien i inne jednostki) są dobrze znane.
Uważam, że Ukraina powinna budować swoją tożsamość na dzisiejszych bohaterach – a ma ich wielu w obecnej walce z Rosją. Budowanie na UPA jest policzkiem dla Polaków. Tyle pomocy udzieliliśmy bezinteresownie – naród nadal płaci odsetki od kredytów, przesyła pieniądze, wspiera na wielu płaszczyznach.
Dlatego uważam, że propozycja odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego jest jak najbardziej słuszna – choćby po to, by opinia międzynarodowa dowiedziała się, o co chodzi. Szczególnie wrażliwe są tu środowiska zajmujące się pamięcią o ofiarach żydowskich – np. Yad Vashem – które mogłyby sprawić, że sprawa nie zostanie zbagatelizowana.
Ukraińcy powinni się tego wstydzić, a nie na tym budować. Taki styl prezydenta Zełenskiego wpisuje się niestety w stare polskie powiedzenie, że „cham nie nabierze szacunku, dopóki nie dostanie w mordę”. Pamiętam, jak prezydent Trump wyrzucił go symbolicznie „za drzwi” – wtedy nagle mu „zmiękła rura”. Może tak trzeba będzie zrobić i teraz, ale to pokazuje, jak nieodpowiedzialnie prowadzona jest polityka zagraniczna Ukrainy i jak kompromituje się ich MSZ.
My musimy reagować. I trzeba też uczciwie powiedzieć: zanim prezydent Duda podjął decyzję o przyznaniu tego najwyższego odznaczenia, powinien wiedzieć, że „cham nie zapomni nigdy, że mu pomogłeś”. To drugie polskie powiedzenie, które się tu niestety sprawdziło.
Dopóki rząd ukraiński nie zmieni podejścia, musimy reagować twardo, bo nie może być tak, że my – z sercem na dłoni – a oni upamiętniają zbrodniarzy, którzy wymordowali w taki sposób ponad 200 tysięcy Polaków. Rzeź wołyńska była tylko kulminacją procesu, który trwał od początku wojny.
Bywało, że w małżeństwach mieszanych zmuszano ukraińskich mężów do zabijania swoich polskich żon i dzieci. To bestialstwo wpisuje się w pewien rytuał tamtej cywilizacji, dla nas całkowicie obcy. Jeżeli Ukraina chce być w Unii Europejskiej, musi przejść na standardy naszej cywilizacji i budować swoją tożsamość na innych wzorcach.

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.