14 stycznia 2021,  11:38

Biznes przyszłości należy do Azji?

5/5 (1)

W 2013 roku pokonanie dystansu 900 kilometrów trwało w Stanach Zjednoczonych około 10, w Europie średnio osiem, zaś w Japonii niespełna cztery godziny*. Wniosek wysnujcie sami. Z każdym rokiem przepaść pomiędzy Azją a Zachodem się pogłębia. Dlaczego?

Co prawda poprzedni prezydent USA wypowiedział Chinom wojnę handlową, jednak jej efekt dla Państwa Środka okazał się dalece mniej dotkliwy niż spodziewał się tego Donald Trump. Biznes przyszłości należy do Azji. Nie tylko z uwagi na tanią siłę roboczą, ale potężne zaplecze, które już wykorzystują największe korporacje świata.

Dlaczego Azja przekonuje?

Autorytarne reżimy, brak klarowności podatkowej, dość luźne przestrzeganie przepisów pracy – to wszystko nie odstraszało inwestorów z Zachodu od lokowania kapitału na największym kontynencie świata. Do tego dochodziła tania siła robocza, czasem korzystne przepisy podatkowe, a teraz również szeroko pojęta możliwość pracy i współpracy zdalnej, której skuteczność dowiodła pandemia COVID-19. Zresztą jeśli chodzi o pandemię Azja radzi sobie całkiem nieźle na tle Europy, są tam bowiem kraje, dla których pojęcie „drugiej fali” nie występuje.

japonski-azjatycki- chinski kot szczescia maneki neko-symbol szczescia-chiny kot figurka-ekantor-pl
Maneki-neko – azjatycki symbol szczęścia

Ślad wielkich korpo

HP, Nintendo, Microsoft, Dell, Apple, Amazon – to tylko niektóre marki światowej sławy, które przeniosły chociaż część swojej produkcji do Azji – a najczęściej do Chin. Często wywołane przez ryzyko pandemii zagrożenia na kontynencie azjatyckim przybierały zupełnie inną formę. Fabryki obuwia w Wietnamie, produkcja płyt głównych w Tajlandii oraz w Malezji – to dzisiejsza rzeczywistość. Wielkie korporacje już dawno temu wskazały kierunek azjatycki jako właściwy w rozwoju własnych biznesów. Ale biznes azjatycki nie tylko przyglądał się zachodniemu stylowi, ale i pracował nad sobą. Co więcej czynił to znacznie szybciej niż Europejczycy czy Amerykanie (patrz przykład szybkich kolei).

azja-firmy-ekantor-pl

Merytokracja zamiast demokracji

Systemy zachodniej demokracji są w kryzysie. Widać to nie tylko na przykładzie niezrozumiałych dla wielu decyzji Parlamentu Europejskiego czy pojawiających się co jakiś czas groźniejszych i mniej groźnych zamieszek w USA. Azja na tym tle jawi się jako region bardziej surowych i ugruntowanych wartości. Może i rządy bywają niesprawiedliwe, ale to nie przeszkadza w stałym wzroście PKB. Wysoki etos pracy, który wraz z niskimi podatkami i niewielkimi początkowymi potrzebami stanął u podstaw potęgi azjatyckich tygrysów, nadal łączy się nierozerwalnie z Japonią czy Koreą Południową. Tutejsze elity kojarzone są z długoterminową strategią, wszechstronnym wykształceniem i tradycyjnymi „azjatyckimi wartościami”.

największe azjatyckie firmy-najwieksze koreanskie firmy-ekantor-pl
Największe koreańskie firmy; źródło: korea-online.pl

Merytokracja to system, gdzie pozycje zależą od kompetencji. Jej kształt w Azji oznacza po prostu, że decyzyjnymi osobami są te najlepiej wykształcone czy – może lepiej powiedzieć – najbardziej światłe. Merytokracja, której podstawy sięgają Konfucjanizmu w krajach azjatyckich ma być lepsza od masowej greckiej demokracji, na której budowana była znaczna część zachodnich korporacji.

To właśnie klarowność, moralność i profesjonalizm sprawią, że przeniesienie znacznej części biznesu do Azji sprawi, że nie będziemy mieli do czynienia z czymś na kształt zimnej wojny. Ciekawą teorię w tej materii prezentuje autor książki „The future is Asian” Parag Khanna, który zgadza się z chińskim marzeniem, że XIX wiek był brytyjski, XX amerykański zaś XXI należeć będzie właśnie do Azji. Khanna dzieli historię azjatyckiego biznesu na trzy fazy:

  • rozwój Japonii i azjatyckich tygrysów
  • szybki rozwój Chin
  • stopniowe unowocześnianie się gospodarek innych azjatyckich potęg

Obecnie jesteśmy na początku trzeciej fazy, kiedy to najludniejsze kraje świata, korzystając z zaistniałej na świecie sytuacji przejmują kolejne branżę i prą do przodu. Stopniowe przenoszenie się centrum światowej gospodarki to proces nie do zatrzymania. Sprzyja mu sytuacja w Europie i USA oraz otwartość przywódców na umowy wielostronne o wolnym handlu. Takie jak podpisane w 2015 roku przed dwanaście krajów TPP (Partnerstwo Transpacyficzne), którego sygnatariusze generują 40% światowej wymiany handlowej. Teraz, inaczej niż kiedyś dla gospodarek zachodnich bycie stroną takiej umowy będzie oznaczać być albo nie być. Role się zmieniły; Azja to sprytny Struś Pędziwiatr przy wyleniałym i zmęczonym Zachodzie.

Chiny to już nie tylko tania kopia

Biznes chiński jeszcze kilkanaście lat temu kojarzył się wyłącznie z działalnością odtwórczą. W Chinach można było zrobić coś identycznego jak na Starym Kontynencie czy w USA tyle, że taniej. Marne podróbki stanowiły nie tak dawno 15-20% chińskiego PKB. Stąd takie, a nie inne postrzeganie produkcji azjatyckiej. Dziś jest inaczej. Modernizacja i postęp są obecne w Azji od dawna, Azjaci nie boją się inwestować w technologię i naukę – tym też zamierzają wygrywać z resztą świata.

Im szybciej Zachód zorientuje się, że goni, a nie jest gonionym, tym mniej w konkurencji z Azją straci.


* przykładowe 900-kilometrowe trasy to: Tokio-Hiroszima, Warszawa-Wiedeń, San Francisco-Los Angeles (przykład z książki „Świat 2040” Andrzej Lubowski)

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *