Inflacyjne rekordy a sytuacja w Polsce jesienią 2021 roku -blog fiannsowy-ekantor pl
24 listopada 2021,  12:56

Inflacyjne rekordy a sytuacja w Polsce jesienią 2021 roku

Ceny, których wzrost dziś obserwujemy w Polsce rosły już przed pandemią, bo już wówczas inflacja przekraczała poziom 4 procent. Przypomnijmy, że od 2004 roku cel inflacyjny Narodowego Banku Polskiego wynosi 2,5 proc. z możliwością jednoprocentowego odchylenia. To oznacza, że roczny wskaźnik CPI w każdym miesiącu powinien kształtować się na poziomie jak najbliższym 2,5 proc. Najbliżej tej wartości ostatnio byliśmy na początku 2021 roku (2,4 proc.).

Od tamtego czasu regularnie się jednak od tego celu odsuwamy. Efekt widać na sklepowych półkach, w rachunkach za energię i na stacjach paliw. Czy to już sytuacja, w której należałoby przygotowywać specjalne plany naprawcze?

Hiperinflacja – przykłady z historii

Hiperinflacja to już nie tylko wyczuwalny dla konsumenta wzrost cen, ale załamanie systemu finansowego kraju i często niezdolność do zakupu podstawowych produktów niezbędnych do życia. Umownie określa się hiperinflacje od poziomu 50-procentowego wzrostu cen miesięcznie. Naprawdę groźnie robi się wówczas, kiedy zmiany cen odczuwalne są z godziny na godzinę.

Dokładnie tak było na Węgrzech w lecie 1946 roku, kiedy inflacja sięgnęła 41,9 tryliarda procent w skali miesiąca, a ceny podwajały się co 11 godzin. W minimalnie lepszej, ale nadal tragicznej sytuacji znaleźli się mieszkańcy Jugosławii u progu jej rozpadu. Dzienna stopa inflacji przekroczyła tam 60 proc., co oznacza, że w poniedziałek o 10:00 rano bochenek chleba kosztował 5 miliardów dinarów jugosłowiańskich, a już we wtorek o godzinie 20:00 jego koszt wzrósł do 10 miliardów dinarów.

Hiperinflacji nie uniknęła również niemiecka gospodarka. W latach 20. XX wieku wartość marki spadłą tak szybko, że bardziej opłaciło się tapetować nią ściany niż kupować za nią nawet najtańszą tapetę. Cena chleba wzrosła od 30 fenigów w 1919 roku do kilkudziesięciu marek pod koniec 1923 roku.

W dwudziestoleciu międzywojennym także w Polsce pojawił się poważny problem z inflacją. Mocno zwiększył się deficyt budżetowy i szybko spadała wartość waluty, którą w ówcześnie była marka polska.

Jak czytamy w Rocznikach Statystycznych Rzeczpospolitej Polskiej, cena kilograma cukru kosztowała:

  • na początku 1921 roku – 317 marek polskich,
  • 1922 roku – 3 tysiące marek,
  • w połowie 1923 roku – 19,3 tysiąca marek.

Gdzie jesienią 2021 roku inflacja jest niebezpieczna?

Cel inflacyjny banków centralnych to jedno, a realne zagrożenie finansów gospodarstw domowych i finansów państwa to nie to samo. Jesienią liderami jeśli idzie o niską inflację są: Japonia (0,2 proc. we wrześniu 2021 r.), Arabia Saudyjska (0,6 proc.) i Chiny (0,7 proc.). Są oczywiście kraje, w których niepewna sytuacja polityczna przekłada się na gospodarkę w taki sposób, że mamy do czynienia z deflacją. Przykładem niech będzie tu Rwanda, gdzie we wrześniu poziom deflacji sięgnął ponad 3 proc. Wśród światowych liderów inflacji jesienią 2021 roku mamy np. Syrię (ponad 144 proc.), Argentynę (ponad 51 proc.) i Zimbabwe (ponad 54 proc.). Z największymi obecnie problemami boryka się Wenezuela, gdzie inflacja liczona rok do roku wyniesie – jak przewiduje Międzynarodowy Fundusz Walutowy – 5500 proc.

Tam pod koniec września po raz trzeci od 13 lat zdenominowano walutę, a ze względu na techniczną niemożliwość dystrybucji nowych banknotów, większość transakcji odbywa się za pomocą elektronicznych systemów płatniczych. Poza tym w użyciu oprócz waluty narodowej (boliwarem) jest amerykański dolar.

Geniusze inflacyjni

Kiedy sytuacja w gospodarce staje się niebezpieczna dla niej samej, dla gospodarstw domowych i waluty, trzeba sięgnąć po drastyczne kroki. Nie każdy rząd ma na pokładzie człowieka czy cały resort, który po pierwsze nie będzie się bał, a po drugie zdoła przekonać społeczeństwo, że warto „skazać siebie” na bolesne skutki niepopularnych decyzji. Ale nic samo się nie zrobi i ktoś musi wziąć na siebie tę odpowiedzialność.

W trakcie kryzysu finansowego po pierwszej wojnie światowej w Polsce na czele „inflacyjnej opozycji” stanął ówczesny minister skarbu Władysław Grabski. W walce z inflacją postulował on m.in.:

  • uporządkowanie gospodarki budżetowej, którą upatrywał w podzieleniu dochodów i wydatków państwa na zwykłe i nadzwyczajne. Te pierwsze miano pokrywać ze zwykłych dochodów państwa,
  • zastąpił polską markę złotym,
  • rozwiązał Polską Krajową Kasę Pożyczkową,
  • zlikwidował podatek inflacyjny,
  • wprowadził instytucję Banku Polskiego i Banku Gospodarstwa Krajowego.

Inny inflacyjny geniusz objawił się w Niemczech pod koniec lat 40. XX wieku, a był nim Ludwig Erhard. Reforma, którą przeprowadził nazwana została Wirtschaftswunder lub określana mianem „Cudu nad Renem”, a polegała przede wszystkim na:

  • reformie pieniężnej – likwidacja inflacji poprzez redukcję popytu pieniądza o 93 procent,
  • uelastycznieniu cen,
  • reformie podatkowej.

W efekcie tych kroków szybko poprawiły się nastroje społeczne, a produkcja przemysłowa urosła o 50 procent w pół roku. Reformy stały się przyczynkiem do budowy największej europejskiej gospodarki.

Czy dziś też winno się sięgnąć po jakieś specjalne plany naprawcze do walki z inflacją? A może to jeszcze za wcześnie na drastyczne kroki?





Zdjęcie autorstwa Anna Shvets z Pexels

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *