Przyszłość
17 stycznia 2018,  14:53

Jak zapewnić sobie świetlaną przyszłość?

5/5 (1)

Jeśli studia to takie z perspektywą na wysokie zarobki – najlepiej prawo albo medycyna. Po studiach kariera od najniższego szczebla. Mozolne pięcie się w górę aby po 30 latach wyjść na swoje. A potem byle do emerytury. Taki scenariusz był aktualny jeszcze pod koniec XX wieku. Obecnie odchodzi do lamusa.

Coraz częściej zdarza się, że kierunek studiów zupełnie nie pokrywa się z późniejszym rozwojem zawodowym. Nikogo nie zaskakuje programista po filozofii czy spec od marketingu z ukończoną architekturą. Ważniejsze od uniwersyteckiego wykształcenia stają się biegłości i doświadczenie. Oraz zawodowa elastyczność.

Świat nagradza uniwersalnych

Od kilku lat trwa ogromny popyt na programistów. Nic więc dziwnego, że coraz więcej osób decyduje się na przebranżowienie. Nauczyciel angielskiego z kilkuletnim doświadczeniem dostanie w szkole około 3 tys. zł netto. Użeranie się z uczniami i niekończące się poprawianie sprawdzianów w pakiecie. Ten sam nauczyciel, jeśli poświęci pół roku, będzie mógł podjąć się pracy jako startujący programista. Zacznie od stawki 2,5 tys. zł miesięcznie, aby już po roku podnieść ją o 1 tys. A potem o kolejne progi, których w szkole nawet nie zobaczy. Perspektywy rozwoju zawodowego są nieograniczone a komfort pracy nieporównywalnie większy.

Być może za kilka lat zamiast programistów rynek będzie poszukiwał budowlańców albo księgowych. Wtedy znowu skorzystają na tym ci, którzy nie boją się zmieniać zawodu. Ważne, aby za interdyscyplinarnością szła chęć do nauki i łatwe dostosowywanie się do nowego środowiska. Jeżeli brakuje nam tych cech pozostaje wąska specjalizacja.

Dążenie do doskonałości

Po drugiej stronie płynięcia z prądem aktualnych trendów na rynku pracy znajduje się doskonalenie w jednej, ściśle określonej dziedzinie. Im węższa specjalizacja, im bardziej jesteśmy w niej zaawansowani tym łatwiej znajdziemy swoją niszę oraz tym większe będą korzyści finansowe. Regularny programista zarabia około 5 tys. zł netto. Jeżeli jednak zajmuje się wyłącznie pisaniem dedykowanych programów do obsługi platform wiertniczych – jego zarobki wzrosną cztero- lub nawet sześciokrotnie. Oczywiście popyt na takie usługi jest inny niż dla zwykłych klepaczy kodu a ewentualne przebranżowienie byłoby o wiele trudniejsze. Korzyści płynące z wąskiej specjalizacji przysłaniają jednak te drobne niedogodności.

Czas wolny na wagę złota

Nasz przebranżowiony nauczyciel angielskiego znalazł już stałą, dobrze płatną posadę. Wali w klawiaturę przez osiem godzin po czym wraca do domu z poczuciem, że to mało. I ma rację. Znaczna część sukcesu opiera się bowiem nie tylko na doświadczeniu zdobytym w trakcie pracy, ale na “zadaniach pobocznych” wykonywanych w czasie wolnym. To one odróżniają nas od armii podobnych pracowników. Mogą to być tanie lub nawet bezpłatne kursy dostępne w internecie: nauka rosyjskiego, photoshopa, pisania aplikacji na Androida albo układania bukietów. Można sięgnąć po zaawansowane, płatne szkolenia, organizowane przez firmy i instytucje branżowe w dużych miastach. Ważne jest jedno: aby działać. Czas po pracy spędzony przed telewizorem albo w internecie na przeglądaniu memów z zabawnymi kotami to czas nieodwracalnie stracony.

Finanse bez lęku

Jedną z pułapek zmiany pracy na lepszą jest to, że może być… lepiej. Zarabiamy więcej więc kupujemy więcej bo nas stać. Możemy wreszcie wzgardzić jedzeniem z dyskontu i zaopatrywać się w sklepach ze zdrową żywnością. A najlepiej w ogóle nie gotować w domu tylko wyłącznie stołować się na mieście. Pod koniec miesiąca okaże się jednak, że mimo wzrostu zarobków na koncie wcale nie zostało więcej gotówki. Dlatego za polepszeniem warunków finansowych musi iść pewna świadomość. I nie chodzi o zaciskanie pasa. Chodzi o zarządzanie pieniędzmi. Ile odłożyć aby za kilka lat wziąć mniejszy kredyt, ile na opłaty a ile na przyjemności – bo w końcu pracujemy nie tylko na czynsz. Kursy i szkolenia z gospodarowania domowym budżetem to całkiem niezły pomysł na edukację w czasie wolnym.

Niezależnie od tego czy wybierzemy drogę wąskiej specjalizacji czy elastycznego dostosowania, pamiętajmy o tym by nie stać w miejscu. Nawet niewielkie kursy są lepsze niż bierne przepuszczanie czasu. Może nie zagwarantują nam one wielkiego życiowego sukcesu, ale na pewno sprawią, że będziemy bardziej atrakcyjni na rynku pracy. I ciekawsi jako ludzie.

Warto przeczytać
Dołącz do dyskusji
Przyszłość

Jeśli studia to takie z perspektywą na wysokie zarobki – najlepiej prawo albo medycyna. Po studiach kariera od najniższego szczebla. Mozolne pięcie się w górę aby po 30 latach wyjść na swoje. A potem byle do emerytury. Taki scenariusz był aktualny jeszcze pod koniec XX wieku. Obecnie odchodzi do lamusa.

Coraz częściej zdarza się, że kierunek studiów zupełnie nie pokrywa się z późniejszym rozwojem zawodowym. Nikogo nie zaskakuje programista po filozofii czy spec od marketingu z ukończoną architekturą. Ważniejsze od uniwersyteckiego wykształcenia stają się biegłości i doświadczenie. Oraz zawodowa elastyczność.

Świat nagradza uniwersalnych

Od kilku lat trwa ogromny popyt na programistów. Nic więc dziwnego, że coraz więcej osób decyduje się na przebranżowienie. Nauczyciel angielskiego z kilkuletnim doświadczeniem dostanie w szkole około 3 tys. zł netto. Użeranie się z uczniami i niekończące się poprawianie sprawdzianów w pakiecie. Ten sam nauczyciel, jeśli poświęci pół roku, będzie mógł podjąć się pracy jako startujący programista. Zacznie od stawki 2,5 tys. zł miesięcznie, aby już po roku podnieść ją o 1 tys. A potem o kolejne progi, których w szkole nawet nie zobaczy. Perspektywy rozwoju zawodowego są nieograniczone a komfort pracy nieporównywalnie większy.

Być może za kilka lat zamiast programistów rynek będzie poszukiwał budowlańców albo księgowych. Wtedy znowu skorzystają na tym ci, którzy nie boją się zmieniać zawodu. Ważne, aby za interdyscyplinarnością szła chęć do nauki i łatwe dostosowywanie się do nowego środowiska. Jeżeli brakuje nam tych cech pozostaje wąska specjalizacja.

Dążenie do doskonałości

Po drugiej stronie płynięcia z prądem aktualnych trendów na rynku pracy znajduje się doskonalenie w jednej, ściśle określonej dziedzinie. Im węższa specjalizacja, im bardziej jesteśmy w niej zaawansowani tym łatwiej znajdziemy swoją niszę oraz tym większe będą korzyści finansowe. Regularny programista zarabia około 5 tys. zł netto. Jeżeli jednak zajmuje się wyłącznie pisaniem dedykowanych programów do obsługi platform wiertniczych – jego zarobki wzrosną cztero- lub nawet sześciokrotnie. Oczywiście popyt na takie usługi jest inny niż dla zwykłych klepaczy kodu a ewentualne przebranżowienie byłoby o wiele trudniejsze. Korzyści płynące z wąskiej specjalizacji przysłaniają jednak te drobne niedogodności.

Czas wolny na wagę złota

Nasz przebranżowiony nauczyciel angielskiego znalazł już stałą, dobrze płatną posadę. Wali w klawiaturę przez osiem godzin po czym wraca do domu z poczuciem, że to mało. I ma rację. Znaczna część sukcesu opiera się bowiem nie tylko na doświadczeniu zdobytym w trakcie pracy, ale na “zadaniach pobocznych” wykonywanych w czasie wolnym. To one odróżniają nas od armii podobnych pracowników. Mogą to być tanie lub nawet bezpłatne kursy dostępne w internecie: nauka rosyjskiego, photoshopa, pisania aplikacji na Androida albo układania bukietów. Można sięgnąć po zaawansowane, płatne szkolenia, organizowane przez firmy i instytucje branżowe w dużych miastach. Ważne jest jedno: aby działać. Czas po pracy spędzony przed telewizorem albo w internecie na przeglądaniu memów z zabawnymi kotami to czas nieodwracalnie stracony.

Finanse bez lęku

Jedną z pułapek zmiany pracy na lepszą jest to, że może być… lepiej. Zarabiamy więcej więc kupujemy więcej bo nas stać. Możemy wreszcie wzgardzić jedzeniem z dyskontu i zaopatrywać się w sklepach ze zdrową żywnością. A najlepiej w ogóle nie gotować w domu tylko wyłącznie stołować się na mieście. Pod koniec miesiąca okaże się jednak, że mimo wzrostu zarobków na koncie wcale nie zostało więcej gotówki. Dlatego za polepszeniem warunków finansowych musi iść pewna świadomość. I nie chodzi o zaciskanie pasa. Chodzi o zarządzanie pieniędzmi. Ile odłożyć aby za kilka lat wziąć mniejszy kredyt, ile na opłaty a ile na przyjemności – bo w końcu pracujemy nie tylko na czynsz. Kursy i szkolenia z gospodarowania domowym budżetem to całkiem niezły pomysł na edukację w czasie wolnym.

Niezależnie od tego czy wybierzemy drogę wąskiej specjalizacji czy elastycznego dostosowania, pamiętajmy o tym by nie stać w miejscu. Nawet niewielkie kursy są lepsze niż bierne przepuszczanie czasu. Może nie zagwarantują nam one wielkiego życiowego sukcesu, ale na pewno sprawią, że będziemy bardziej atrakcyjni na rynku pracy. I ciekawsi jako ludzie.