Chat with us, powered by LiveChat
blog, e-sport, gra, zarabianie, praca, zarobki, finanse, wymiana walut, Ekantor.pl
18 czerwca 2018,  00:00

E-sport – co to jest i ile można na nim zarobić?

5/5 (1)

Jeśli widzisz, że Twój syn spędza długie godziny przed komputerem, to nie panikuj! Być może wkroczył właśnie na ścieżkę e-sportu i niedługo będzie zarabiał grube miliony.

Słowa te nie są przypadkowe. Jest mowa o “synu” bo w tabeli najlepszych polskich graczy nie ma ani jednej kobiety (dane z 2017 roku). Padają też przysłowiowe miliony, co nawet nie jest parafrazą – milion dolarów wynosiła bowiem pula nagród na jednej z największych imprez w kraju (PGL Major Kraków 2017). Jednak żeby dojść do poziomu pozwalającego chociaż powalczyć o taką nagrodę trzeba mocno trenować. Czyli spędzać długie godziny grając w gry.

Inny świat gier komputerowych

Dla wielu osób urodzonych za czasów przed powszechnym dostępem do internetu zrozumienie idei e-sportu jest bardzo trudne. Już określenie szachów i brydża mianem “sportu” bywa traktowane z dużym przymrużeniem oka. Sieciowe strzelaniny wypadają w tym kontekście jak niewyszukany żart. I pewnie na żartowaniu by się skończyło, gdyby do gry nie weszły wielkie firmy. A wraz z nimi – wielkie pieniądze.

cta_cta_ekantor.pl_kantor_internetowy_wymiana_walut_online_10%taniej_niż wbanku_blog_finansowy

Za e-sport uznaje się obecnie ogół gier elektronicznych, w których zawodnicy mogą się mierzyć ze sobą wedle wspólnych zasad. Z tradycyjnego sportu pozostaje więc idea współzawodnictwa i szlachetnego doskonalenia umiejętności. Często też grania drużynowego, bo wiele popularnych tytułów wymaga pracy zespołowej.

Podobnie jak w tradycyjnej lekkoatletyce albo wioślarstwie, osiągniecie mistrzostwa wymaga w e-sporcie czasu. Tym samym profesjonalni gracze, a takie określenie nie jest już wcale zaprawione ironią, spędzają przy komputerach tyle godzin co przeciętni ludzie w pracy. I często z czasem tracą frajdę z grania na rzecz zwyczajnej, ciężkiej harówki. Wyniki same się nie osiągną a sponsor wymaga.

Sponsor każe a gracz musi

Nie ma obecnie dyscypliny sportowej, w której zawodnicy nie byliby oblepieni logotypami znanych marek. Każda chce się kojarzyć z twarzą zwycięzcy. Bolidy formuły 1 to ruchome reklamy a skoczkowie narciarscy są poinstruowani jak ustawiać się do kamery, żeby wszystkie napisy były dobrze widoczne. Nie inaczej jest w e-sporcie.

Według danych pomiarowych transmisje z 16 sezonu Mistrzostw Polski ESL oglądało przeszło 3 miliony unikalnych użytkowników. Dla sponsora to trzy miliony potencjalnych klientów. Ta rzesza polskich fascynatów grą w Counter Strike, FIFA i League of Legends stale rośnie, i grzechem byłoby nie wykorzystać jej marketingowego potencjału. Stąd rosnąca pozycja e-sportu – firmy płacą zawodnikom za granie na ich sprzęcie, noszenie czapeczek w trakcie turniejów czy wspomnienie marki podczas wywiadów. W zamian oczekują jednak, że sponsorowana drużyna będzie “w topie”, czyli zajmie miejsca na szczycie tabeli. Tym samym dochodzi do znanej z tradycyjnego sportu przypadłości, w której los zawodnika jest coraz mocniej zależny od kaprysów firmy płacącej za jego treningi.

W co grać żeby być bogatym

Wspomniane Counter Strike, FIFA i League of Legends to obecnie bezsprzecznie najpopularniejsze tytuły gier “uprawianych” w ramach e-sportu w Polsce (stan na 05.2018). Posiadają gigantyczną społeczność casuali, czyli graczy-amatorów z całego świata. To właśnie oni, zafascynowani ulubionymi tytułami, stanowią główną widownię transmisji z meczów ligi profesjonalnej. Oczywiście, poza wspomnianymi trzema grami istnieją setki innych, gromadzących znaczną publiczność.

Emocje związane z pojedynkami w e-sporcie są tym większe im wyższa jest stawka. Na regularnych, krajowych turniejach rzadko kiedy wynosi ona mniej niż kilka tysięcy euro do podziału przez zwycięską drużynę. Zdarza się jednak, że kwota nagród jest wręcz astronomiczna – w 2017 r. odbył się największy do tej pory turniej w Dota 2 z pulą nagród przekraczającą 20 milionów dolarów. Trzeba przyznać, że to już brzmi bardzo poważnie.

Według relacji wielu zawodowych graczy z e-sportu da się utrzymać. Warunek jest jeden – trzeba mieć wyniki. Nasi rodzimi proplayerzy przyznają, że na razie kokosów z tego nie mają, ale są dobrej myśli. Patrząc na ich kolegów ze Stanów lub Korei Południowej, gdzie e-sport cieszy się równie fanatyczną popularnością co w Europie piłka nożna, można być dobrej myśli.

E-sport wszedł na dobre do kanonu naszej kultury, czy tego chcemy czy nie. Może więc, zamiast walczyć z synem spędzającym długie godziny przy komputerze, zaproponować mu, by stał się profesjonalistą?

Dołącz do dyskusji