plaża, morze, wakacje, urlop, podróże, Ekantor.pl
18 maja 2018,  12:07

Wakacje w Polsce czy za granicą – co się bardziej opłaca?

5/5 (1)

Duma narodowa każe stwierdzić, że najlepsze są wakacje w kraju. Po co pchać się do jakiś Chorwacji, skoro też mamy morze? W czym gorsze są Tatry od Alp albo Pirenejów? A ile zabytków! Gdyby jeszcze było odrobinę taniej…

Większość badań turystycznych gustów naszych rodaków jest zgodna – lubimy jeździć do siebie, najlepiej w miejsca znane i dobrze rozpoznawalne. Według danych eholiday.pl (za rok 2017) czterech na pięciu Polaków wybrało się na wakacje gdzieś w kraju. Nieśmiertelnymi celami urlopowych peregrynacji jest oczywiście wybrzeże Bałtyku, Zakopane, Bieszczady i Mazury. Powód? Bo blisko, swojsko i nie trzeba sobie języka łamać żeby kupić piwo. W sumie same plusy. Jest jednak ciemna strona wypoczynku w kraju.

Piekło wakacji

Niezależnie od tego, czy wybierzemy Łebę czy Zakopane – zaczniemy urlop od koszmaru stania w korkach. Na pomysł spędzenia wakacji w tym samym co my miejscu wpadły tysiące rodzin, które zderzak w zderzak będą podążać do mitycznej oazy wypoczynku. Wypoczynku? To też duże słowo. Tłumy walące na Morskie Oko nie pomagają w kontemplacji tatrzańskiej przyrody a ludzkie mrowie zajmujące każdy kawałek plaży też nie tworzy atmosfery relaksu.

Do tego ceny. Za nocleg po polskiej stronie Karkonoszy zapłacimy średnio 50-80 zł za osobę w agroturystyce. Takie same kwatery tylko o trzydzieści kilometrów dalej, na terenie Czech, kosztują w okolicach 30-40 zł. Podobnie z kosztami wyżywienia – nad Balatonem, na Węgrzech za piwo na tarasie z widokiem na jezioro zapłacimy około 6 złotych. Taki sam luksus w Międzyzdrojach zaczyna się od 15 zł.

cta_ekantor.pl_kantor_internetowy_wymiana_walut_online_500_eur_blog_finansowy

Raj dla odważnych

Większość wczasowiczów, pijących owe piwo w Międzyzdrojach, woli dopłacić to kilka złotych i mieć spokój. Od czego? Od podróżowania w nieznane. Zagadnienie wyjazdu za granicę, przełamania bariery językowej i poczucia niższości wobec ludzi Zachodu to woda na młyn psychologów. Pomińmy jednak kwestie czysto naukowe i skupmy się na czymś bardziej pragmatycznym: czy urlop za granicą się opłaca bardziej niż w Polsce?

Weźmy najbliższe nam sąsiedztwo – Niemcy. Mają euro więc już zapala się lampka, że będzie drogo. Czy na pewno? Niekoniecznie. Za sześć dni w agroturystyce tuż nad morzem, na wyspie Rugia, zapłacimy 1002 zł, czyli 167 zł za noc. Nadal za drogo? Prosty apartament z podstawowymi wygodami i prysznicem nad zatoką Saaler Bodden za 21 euro za dobę. To taniej niż w większości rodzimych pensjonatów. Oczywiście, dochodzą do tego koszty paliwa. Jednak szybko licząc – 500 kilometrów w jedną stronę, litr po 5 zł, średnie spalanie na poziomie 8 litrów – do kosztów wyjazdu doliczymy około 400 złotych a w zamian przejedziemy się niemieckimi autostradami. Zaczyna się robić kusząco.

Jeszcze taniej wyjdzie nam urlop w słowackich górach. Niby też płacimy we wspólnej walucie, ale znaleźć nocleg w samym centrum Wielkiej Fatry za mniej niż 50 zł za dobę nie będzie żadnym problemem. Do tego wyżywienie, często tańsze niż w Polsce a widoki równie piękne jak w Bieszczadach.

Klucz do taniego wypoczynku

To wszystko wina internetu. Od kiedy za pomocą paru kliknięć jesteśmy w stanie zarezerwować miejsce w hotelu na drugim końcu świata, podróżowanie stało się dużo prostsze. I, co najważniejsze, tańsze. Serwisy takie jak booking.com albo hometogo.pl prześcigają się w oferowaniu niedrogich, sprawdzonych lokalizacji. Już nie musimy trzymać się własnego podwórka mając, jako alternatywę, jazdę w ciemno do obcego miasta. Teraz przyjeżdżamy na gotowe. Łóżko już czeka, pościel jest wykrochmalona a zamiast spoconych tłumów na rajskiej plaży w Mrzeżynie przejdziemy się pustymi uliczkami prowincjonalnego niemieckiego miasteczka.

Tradycyjne argumenty, że “w Polsce taniej bo bliżej” przestają mieć znaczenie. Czasem warto rozejrzeć się za czymś poza naszymi granicami i dać się zaskoczyć. Tam też można wypocząć nawet bez wypchanego gotówką portfela.

Warto przeczytać
Dołącz do dyskusji
plaża, morze, wakacje, urlop, podróże, Ekantor.pl

Duma narodowa każe stwierdzić, że najlepsze są wakacje w kraju. Po co pchać się do jakiś Chorwacji, skoro też mamy morze? W czym gorsze są Tatry od Alp albo Pirenejów? A ile zabytków! Gdyby jeszcze było odrobinę taniej…

Większość badań turystycznych gustów naszych rodaków jest zgodna – lubimy jeździć do siebie, najlepiej w miejsca znane i dobrze rozpoznawalne. Według danych eholiday.pl (za rok 2017) czterech na pięciu Polaków wybrało się na wakacje gdzieś w kraju. Nieśmiertelnymi celami urlopowych peregrynacji jest oczywiście wybrzeże Bałtyku, Zakopane, Bieszczady i Mazury. Powód? Bo blisko, swojsko i nie trzeba sobie języka łamać żeby kupić piwo. W sumie same plusy. Jest jednak ciemna strona wypoczynku w kraju.

Piekło wakacji

Niezależnie od tego, czy wybierzemy Łebę czy Zakopane – zaczniemy urlop od koszmaru stania w korkach. Na pomysł spędzenia wakacji w tym samym co my miejscu wpadły tysiące rodzin, które zderzak w zderzak będą podążać do mitycznej oazy wypoczynku. Wypoczynku? To też duże słowo. Tłumy walące na Morskie Oko nie pomagają w kontemplacji tatrzańskiej przyrody a ludzkie mrowie zajmujące każdy kawałek plaży też nie tworzy atmosfery relaksu.

Do tego ceny. Za nocleg po polskiej stronie Karkonoszy zapłacimy średnio 50-80 zł za osobę w agroturystyce. Takie same kwatery tylko o trzydzieści kilometrów dalej, na terenie Czech, kosztują w okolicach 30-40 zł. Podobnie z kosztami wyżywienia – nad Balatonem, na Węgrzech za piwo na tarasie z widokiem na jezioro zapłacimy około 6 złotych. Taki sam luksus w Międzyzdrojach zaczyna się od 15 zł.

cta_ekantor.pl_kantor_internetowy_wymiana_walut_online_500_eur_blog_finansowy

Raj dla odważnych

Większość wczasowiczów, pijących owe piwo w Międzyzdrojach, woli dopłacić to kilka złotych i mieć spokój. Od czego? Od podróżowania w nieznane. Zagadnienie wyjazdu za granicę, przełamania bariery językowej i poczucia niższości wobec ludzi Zachodu to woda na młyn psychologów. Pomińmy jednak kwestie czysto naukowe i skupmy się na czymś bardziej pragmatycznym: czy urlop za granicą się opłaca bardziej niż w Polsce?

Weźmy najbliższe nam sąsiedztwo – Niemcy. Mają euro więc już zapala się lampka, że będzie drogo. Czy na pewno? Niekoniecznie. Za sześć dni w agroturystyce tuż nad morzem, na wyspie Rugia, zapłacimy 1002 zł, czyli 167 zł za noc. Nadal za drogo? Prosty apartament z podstawowymi wygodami i prysznicem nad zatoką Saaler Bodden za 21 euro za dobę. To taniej niż w większości rodzimych pensjonatów. Oczywiście, dochodzą do tego koszty paliwa. Jednak szybko licząc – 500 kilometrów w jedną stronę, litr po 5 zł, średnie spalanie na poziomie 8 litrów – do kosztów wyjazdu doliczymy około 400 złotych a w zamian przejedziemy się niemieckimi autostradami. Zaczyna się robić kusząco.

Jeszcze taniej wyjdzie nam urlop w słowackich górach. Niby też płacimy we wspólnej walucie, ale znaleźć nocleg w samym centrum Wielkiej Fatry za mniej niż 50 zł za dobę nie będzie żadnym problemem. Do tego wyżywienie, często tańsze niż w Polsce a widoki równie piękne jak w Bieszczadach.

Klucz do taniego wypoczynku

To wszystko wina internetu. Od kiedy za pomocą paru kliknięć jesteśmy w stanie zarezerwować miejsce w hotelu na drugim końcu świata, podróżowanie stało się dużo prostsze. I, co najważniejsze, tańsze. Serwisy takie jak booking.com albo hometogo.pl prześcigają się w oferowaniu niedrogich, sprawdzonych lokalizacji. Już nie musimy trzymać się własnego podwórka mając, jako alternatywę, jazdę w ciemno do obcego miasta. Teraz przyjeżdżamy na gotowe. Łóżko już czeka, pościel jest wykrochmalona a zamiast spoconych tłumów na rajskiej plaży w Mrzeżynie przejdziemy się pustymi uliczkami prowincjonalnego niemieckiego miasteczka.

Tradycyjne argumenty, że “w Polsce taniej bo bliżej” przestają mieć znaczenie. Czasem warto rozejrzeć się za czymś poza naszymi granicami i dać się zaskoczyć. Tam też można wypocząć nawet bez wypchanego gotówką portfela.